środa, 28 stycznia 2015

Just TwoCommas | Efekty 30-dniowego Challenge

Heey guys. Chyba oglądam za dużo filmików na YT skoro tak zaczynam swój post. Pisałam tu nie dawno, że zaczęłam ćwiczyć i zupełnie inaczej podchodzić do jedzenia. Ćwiczę codziennie i mam nadzieję, że uda mi się to utrzymać jak najdłużej. Przede wszystkim musicie czerpać z tego przyjemność. Z przymusu nic nie wyjdzie. Czym się mogę pochwalić? Na dole znajdziecie zdjęcia przed/po. Nie wiem czy cokolwiek widać, ważne, że ja się czuję o wiele lepiej niż przed. Ponad to nie miałam czekolady w ustach od więcej niż miesiąca. W zasadzie żadnych słodyczy oprócz żelek, no kocham żelki. Od połowy mojego 30 dniowego 'czelendża' zaczęłam swoje mini ćwiczenia na tyłek.
Oby się udało pokazać wam efekty. Pamiętajcie, że nie chodzi o to żeby się katować przez miesiąc, a potem wrócić do poprzedniego życia. Jeżeli już postanowiliście coś zmienić to musi to być zmiana na dłuższą metę. Musicie się wkręcić w to całe 'fit' na maksa. Zacznijcie od brzuszków i idźcie dalej.





















Po lewej PRZED 'czelendżem' i PO po prawej.


Dlaczego to tak bardzo cieszy? Widzisz efekty. Codziennie idziesz dalej i dalej, pokonujesz jakąś granicę. Nawet nie wiesz ile może Twoje ciało dopóki nie zaczniesz go 'testować'. Jesteś przekonany, że po 20 brzuszkach dostaniesz ostrego ataku astmy i się przekręcisz, a okazuje się, że możesz dziś zrobić 22. Kiedy stawiasz sobie codziennie wyzwanie chcesz temu podołać. Przykład z autopsji. Robię ostatnio przysiady z wyskokiem, ponad 150 codziennie. Na początku dzieliłam je na serie po 20. Dzisiaj po dwudziestu zaciskam zęby i robię dalej. Do 50, do stu. Dlaczego? Lubię przekraczać granice. Lubię czuć, że dałam w siebie wszystko. Wiem, że mam cel i tylko ja sama mogę sobie przeszkodzić. Jak myślisz dlaczego jeszcze nie ćwiczysz regularnie? Bo dziś się źle czuję, jutro jest ten film, po jutrze coś innego. Po pierwszym treningu na pośladki nie mogłam usiąść przez dwa dni, ale czułam, że dałam z siebie dużo. Wciąż za mało bo wiem, że stać mnie na więcej. Ale potrzeba cierpliwości. Tego mi brakuje i tego właśnie mnie nauczy kolejny dzień.


Uważam ten miesiąc dopiero za początek mojej przygody z wysiłkiem. Niedługo zacznę opracowywać mój plan na luty. Do zobaczenia za miesiąc!

INSTAGRAM | FACEBOOK

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Just TwoCommas | Shopping day!

Co miesiąc czekamy na ten jeden dzień kiedy nasze konto przestaje być na sporym minusie. Ja już tydzień przed przeglądam całe internety w poszukiwaniu czegoś co można kupić. Cierpliwa nie jestem i najczęściej kończy to się tak, że wydaję wszystko na raz. Tak stało się też dziś. Właściwie to poszłam po jeden podkład ale miałam tyle wolnego czasu, że wyszła cała notka z tego. Jeżeli ktoś uważa, że szczęścia nie można kupić to chyba nigdy nie był na zakupach. Keep tunned i czytaj dalej. (:

GET THE LOOK

Kiedy wychodzę szukać SALE lubię jak jest mi wygodnie. To podstawa żeby znaleźć coś co nas ucieszy. Zakupy są przyjemnością, kiedy nie marudzisz, że buty są za ciasne, a ta sukienka ciągle ci się podwija. Dla mnie ogromnym wyzwaniem jest wybranie czegoś co jest za równo ciepłe, jak i mi się podoba. Jestem okropną zmarzlidupą i nie lubię swetrów. No to powodzenia. Dzisiaj kultowe już skórzane leginsy i ciepły sweter. W ręku torebka z Mohito, którą najczęściej noszę jako kopertówkę. Całą zimę przechodziłam na płaskim obcasie, więc nie mogę się już doczekać wiosny. Na stopach ciepłe skarpety od babci prosto z Ukrainy, zima mi nie straszna.

Mejk apowo mój 'klasyk'. Czarna tym razem troszkę rozmazana, lekko cieniowana kreska i naturalne usta. Mam nadzieję, że w miarę jak moja kosmetyczka będzie się rozrastać, to ja się przełamie i będę wstawiać więcej moich 'prac' zarówno mejk apowych jak i outfitowych.

HAUL


Weszłam do jednego sklepu i byłam szczęśliwa. Szukałam jedynie podkładu z Revlonu i znalazłam. Po raz pierwszy, kiedy przesympatyczna pani zapytała czy może mi w czymś pomóc, nie odmówiłam, a nawet poprosiłam o dobór odpowiedniego odcienia. Byłam zaskoczona kiedy pani Magda kazała mi wskoczyć na jej fotel i zaczęła mi zmywać makijaż. Spokojnie, oczy i brwi zostały na miejscu. Dostałam paletę i musiałam się określić czy jestem ciepła czy zimna. Okazało się to bez sensu, bo jak się dowiedziałam jestem neutralna. Potem Pani Magda skoczyła szybko do stoiska i przyniosła parę podkładów jakie wypróbowała na mojej twarzy, a następnie odnowiła mój makijaż. Z moją wizażystką od razu złapałam kontakt i cały czas żartowałyśmy, z przerwami na 'dobre rady', oczywiście. Ta przemiła kobieta zachęciła mnie do założenia karty Douglasu, gdzie i tak wiem, że nie stać mnie na nabijanie na niej punktów. Jednym zdaniem, nie mogłam odmówić. Dostałam też uroczą próbkę perfum Miss Dior i wyszłam zadowolona ściskając malutką torebeczkę z napisem 'Douglas'.

Po lewej stronie mój nowy Revlon (marzenia się spełniają) i mała Miss Dior na przeciwko.

Mogłabym zakończyć na tym swoje zakupy, bo tylko tego chciałam, ale nie. Po drodze do wyjścia miałam dwa stoiska, oba polskich firm. W Inglocie szybkie zakupy. Matowy cień 'pod brew'. Pomimo, że Pani mnie przez bite 10 minut namawiała na ich nowe promocje, to odeszłam nieugięta. Poddać się jednak musiałam jak oglądając róże od Paese kasjerka od niechcenia rzuciła 'mamy promocję, za 5 zł'. Sami możecie sobie wyobrazić, że oczy mi się zaświeciły bardziej niż alkoholikowi w monopolowym. Z galerii wyszłam zadowolona, znów z pustym kontem. Szczęśliwi czasu nie liczą, pieniędzy jak widać też nie. (:

Podkład Revlon - 69.90 zł
Cień do powiek Inglot - 10.00 zł (kolekcja cieni magnetycznych)
Róż z olejkiem arganowym Paese - 5.00 zł (po promocji)



Znajdź mnie !



sobota, 24 stycznia 2015

Just TwoCommas | Office make up.

Dzisiaj postanowiłam zaszaleć i dodać coś nowego. Tym razem coś co 'wyczarowałam' pędzlami. Dlaczego to office look? Jeżeli pracujecie w biurze lub innym miejscu gdzie jest sztuczne światło musicie pamiętać, że takie lampy 'wysysają' kolory. Musimy machnąć pędzlem troszkę mocniej i dodać koloru. Drugi powód dlaczego ten makijaż nadaje się do pracy to jego uniwersalność. Został wykonany w brązach, które pasują każdemu i nie są jakimś wielkim 'boom'. Czekam na wasze komentarze czy wam się podoba i mam nadzieję na jakieś rady. Scrolluj dalej.



Nie dodałam tu mojej ulubionej kreski ze względu na to, że jest ona uważana za element wieczorowy. Przyznam, że mam tą opinię 'w nosie' i lubię nosić ją codziennie. Tutaj żeby jednak zachować ten codzienny casual kreski zabrakło. Skupiam się raczej na makijażu oka, bo na resztę po prostu nie mam materiałów.


Zdaję sobie sprawę, że wszystko jest źle wyblendowane, rzęs nie widać i nic nie wiem na temat wizażu. Dopiero zaczynam swoją zabawę i mam niezłą frajdę. To mój blog i to ode mnie zależy co tu się będzie pojawiać, ale chcę wiedzieć czy was to interesuje tak bardzo jak mnie. Swoje opinie, komentarze i cokolwiek wam się nasuwa na myśl po przeczytaniu tego wpisu zostawcie na dole. Staram się odpowiadać na każdy komentarz. Buźka.







PS. Na dole mała niespodzianka. (:

video


PS 2. Dopiero na tym filmiku odkryłam, że mam twarz karpia jak maluję dolną powiekę, hahaha.


Po więcej zdjęć, inspiracji oraz najświeższych informacji zapraszam na mojego INSTAGRAMA.
Nie zapomnij także kliknąć 'lubie to' na FACEBOOKU.


czwartek, 22 stycznia 2015

Fashion | W roli głównej : marynarka!

Dawno nie było nic 'fashionable' to postanowiłam pokazać moje 3 propozycje jak nosić marynarkę. Myślę, że każdy ma chociażby jedną w domu, przeważnie czarną. Czarna jest uniwersalna i pasuje do wszystkiego. Ale czy należy ją zarezerwować tylko na szczególne okazje? Na pewno nie! Ja osobiście uwielbiam marynarki. Są one cudownym zaczerpnięciem z męskiej garderoby. Uważam, że dodają elegancji i są sexi. Oj tak. Zanim pokażę wam moje zdjęcia 'bez twarzy' (byłam świeżo po regulacji brwi i moje lico dość mocno się zaczerwieniło) dodam małą dawkę historii. Zostańcie ze mną.

Marynarka – górna część męskiego garnituru, długa do pasa lub bioder lub samodzielny element ubioru. (wikipedia.pl)

Na początku marynarki nosili tylko marynarze. Z biegiem czasu stało się to męskie ubranie wizytowe, aż w końcu awansowała do stroju codziennego (alleluja!). Wielbiciele marynarek rządzą się swoimi prawami, istnieje nawet cały spis zasad jej noszenia. Nie będę się temu przyglądać bo kobieca moda na marynarki omija wszystkie te reguły. Samo to, że ją zakładam jest konsekwencją kilkuset letnich walk o prawa kobiet. Dzisiaj możemy nosić wszystko. Możesz ją założyć do eleganckich spodni, jeansów czy dresu. Moje trzy propozycje podaję  na dole. Mam nadzieję, że was zainspirują. 

W jeansie NA MIASTO

 

Co mam na sobie?

Mój jeden z ulubionych outfitów. Wygodny, elegancki i zdecydowanie męski. Kto powiedział, że czasami nie można wyglądać w marynarce lepiej niż większość Twoich kolegów? Wybrałam ciemniejsze spodnie jensowe nie tylko ze względu, że tylko takie mam, ale również dlatego, że lepiej wygląda jak dół jest w ciemniejszym odcieniu od góry, szczególnie kiedy marynarka jest czarna. Ot takie moje skromne zdanie. Moje białe buty to już klasyka. Nie ma nic bardziej mafijnego niż zaprezentowane lakierki, a pasek dodaje jeszcze więcej tego męskiego pierwiastka. Wygodne i casualowe. Idealne do szkoły, na uczelnię, albo po prostu - na miasto.



W czerni NA KOLACJĘ



Seksownie czy z klasą?

Dość klasycznie, wszystko w czerni. Ja osobiście uwielbiam kolory, ale zdaję sobie sprawę, że nie każda kobieta lubi się wyróżniać. Jeżeli jednak chcesz dodać swojej stylizacji koloru wybierz buty jako mocny akcent, lub neonową kopertówkę. Będziesz wyglądać oszałamiająco. W pierwszej wersji ta stylizacja miała być 'do pracy'. Stwierdziłam jednak, że dobrze by się nadawała na kolację. Czy to biznesową czy to towarzyską w lokalu, który nie serwuje dań w 10 minut. Czerń jest ponadczasowa więc jeśli nie wiesz jak się ubrać postaw właśnie na ten kolor. W każdym wypadku będzie wyglądał dobrze. Tutaj marynarka musi być dobrze dopasowana, nie chcemy przecież wyglądać jakbyśmy wracali z wesela w odzieniu jakiegoś starszego pana. Dodaj biżuterię, szpilki i baw się dobrze!



W dresie NA BABSKI WYPAD



 Czemu to uwielbiam?

Tu już jestem bardziej ja. Spodnie w kolorze pudrowego różu i odważny top. Oczywiście możesz ubrać szpilki, będą wyglądały zjawiskowo. Ja jednak postawiłam na nike z jednego powodu- są wygodne. Kiedy idę z koleżankami na miasto musi być wygodnie. Kilku godzinny szoping i eskapady po mieście mogą jedynie zafundować ci odciski, a nie daj boże ktoś podepcze Twoje nowe obcasy. Lubię marynarkę w tym zestawie bo dodaje elegancji. Bez niej wyglądałabym jak dziecko z Brooklynu rzucające do kosza. Marynarka i złoty naszyjnik sprawiają, że piłka do kosza omija mnie szerokim łukiem. To zdecydowanie outfit dla wygodnickich. Ja się w nim czuję najlepiej, chociaż oczywiste, że nie pójdę na kolację z gołym brzuchem. Klasyczny przykład marynarki 'na sportowo'. I co? Warto było walczyć o to? Jak najbardziej!



Dajcie znać czy lubicie marynarki i czy macie je w innym kolorze niż czarny. Która stylizacja podoba się najbardziej? Czekam na komentarze. Buźka!




wtorek, 20 stycznia 2015

Check it! | Probably fake.

Zalookałam w internecie na pewnym blogu, wygooglałam o artyście i ta daam. Tak właśnie powstał ten post. Wczoraj obchodziliśmy Blue Monday, czyli najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Skoro już przeżyliśmy wczoraj to teraz będzie tylko lepiej. Na dobry początek musiałam, po prostu musiałam, udostępnić te parę zdjęć. Ja się uśmiałam, mam nadzieję, że wy też. Jeżeli macie ochotę na większą dawkę tego co zobaczycie na dole wystarczy wygooglować 'Clif Dickens'. Tak się nazywa Pan, który umilił mi dzisiejszy dzień. Być może już widzieliście całe internety, być może tylko pół. Tak czy owak stay tuned and enjoy.

niedziela, 18 stycznia 2015

Lifestyle | Jesteś brzydka. Tyle w temacie.

Od kiedy tylko nauczymy się mówić i ogarniać świat jesteśmy bombardowani obrazami ludzi idealnych. W telewizji, magazynach, portalach. Zdjęcia naszych znajomych są tak przerobione, że gdybyśmy ich nie znali, nigdy byśmy ich nie poznali 'na żywo'. Sami też zmieniamy, 'ulepszamy' i dodajemy bajerów naszym zdjęciom. Ja dziś w akcie jednodniowego buntu przeciw idealizacji dodaję tu swoje jak to się mówi straszne zdjęcia. Bez makijażu, bez efektów, w niedzielę rano. Jeśli jesteście odważni to czytajcie dalej.


Za każdym razem jak patrzę na te bilbordy one wprost do mnie krzyczą 'jesteś brzydka', 'jesteś gruba' i w ogóle jesteś nikim i zerem. Chociaż teraz siedzę we włochatej piżamie i popijam herbatę w zachlapanym szlafroku wcale nie czuję się jak ostatnia wywłoka na świecie. Gdybym miała zostać redaktorką popularnego magazynu z pewnością bym o tym napisała. Zaprosiłabym 5 randomowych kobiet z ulicy żeby zapozowały. Dlaczego? Skoro czytają to zwykłe kobiety to powinny znaleźć na kartkach żurnalu zwykłe kobiety takie jak one, bez photoshopu i bez kłamstwa. Powinna się tam znaleźć zabiegana mama, która ledwie znajduje czas na regulację brwi, zbuntowana nastolatka, która nie akceptuje spódnic i sukienek czy krótkowłosa księgowa, która zaprzyjaźniła się z pracą. Po co im czytać o supermodelkach, które zamiast wychowania dwójki brzdąców liczą kalorie w każdym posiłku. Poza tym skąd przeciętna Pani ma wiedzieć czy dobrze wygląda w tej nowej sukience od Chanel? Wszystko wygląda dobrze na pokazie. Czy tak trudno pokazać tą samą kreację w kilku rozmiarach?

Piękne dziewczyny nie czują się tak na prawdę piękne, a blond solary uważają się za szczyt marzeń. Czy lajki są wyznacznikiem wartości człowieka? Oczywiste, że dalej będziemy dodawać milion efektów, prześwietleń i czekać na lajki. W końcu kto nie lubi być chwalony i doceniany. Ale litości, nie popadajmy w paranoję. Zmiany są dobre dopóki robimy to dla siebie,a nie dla lajków na fejsie.


 Zgadzacie się? A może lubicie idealny świat i z chęcią go podglądacie? Czekam na wasze komentarze. (:


piątek, 16 stycznia 2015

AfterParty | Changes.



 Dzisiejsze AfterParty pod znakiem przemian. Pierwsza? Żegnajcie długie włosy. Może i nie wiele, może tylko 15 cm, ale jestem zachwycona! Po pierwsze nie muszę co chwilę przeczesywać grzywki co tak bardzo jej nie przetłuszcza. Łatwiej się je suszy i czesze. Niestety ale mam na tyle nieusłuchane włosy, że to jedyne co mogłam zrobić. Ścinałam je sama! Nic dziwnego, że mogą być krzywe, chociaż nikt jeszcze nic nie mówił! Zaoszczędziłam 60zł i jestem zadowolona. Nie bójcie się, tnijcie i tak od rosną. Ja pod wpływem swojej spontaniczności po prostu wstałam i poszłam po nożyczki. Jak widać przeżyłam.






Przed(lewo) i po(prawo). Jestem na półmetku czełendża, o którym będzie więcej w przyszłości. Zaczęłam ćwiczyć regularnie i lepiej jeść. Przy okazji odkryłam w sobie gen sportowca, który każe mi walczyć kiedy jest ciężko. Jeszcze dużo przede mną, a potem regularny plan. Wam jak idzie? Trzymajcie kciuki za mnie!





Dokładnie tydzień temu w tym samym czasie zaczynałam swoją studniówkę. Pewnie jakoś teraz tańczyłam poloneza, albo koszmarnego walca. Co to ma wspólnego ze zmianą? Na ważne okazje wszyscy się zmieniamy. Mamy piękne suknie, makijaże, garnitury i uśmiechy numer 6. Ja poszłam z nastawieniem 'oby przetrwać' i nie zawiodłam się. Bawiłam się, jadłam, głównie jadłam i czekam na chociaż jedno zdjęcie, na którym bym wyglądała dobrze. To teraz do matury czasu nie wiele i podobno mam się w ferie uczyć. Podobno.







Kiedy zobaczyłam, że Ferdydurke jest lekturą 'z gwiazdką' szczerze zaczęłam płakać. Humanista ze mnie żaden jak widać, a Ferdydurke po prostu nie rozumiem. Uważam, że autor się naćpał i miał fazę przez cały proces tworzenia. Tylko broń boże nie odwołujcie się do mojego bloga na maturze bo będę skończona. Powiem wam, że dzisiaj nastąpił piękny dość słoneczny dzień, w którym zrozumiałam ten szajs. Jesteśmy formą, ciągle coś udajemy. Zmieniamy formy jak rękawiczki. Jesteśmy bratem, córką, przyjacielem, uczniem, pracownikiem i to wszystko w jeden dzień. Co prawda autor i tak miał niezłego świra, ale teraz przynajmniej wiem co napisać w rozprawce. Alleluja.


<a href="http://www.bloglovin.com/blog/13504081/?claim=rzfa767ex2y">Follow my blog with Bloglovin</a>