czwartek, 23 października 2014

Lifestyle | Z Katią na pierwszej randce.

Jest! Stało się, w końcu jakiś nieszczęśnik (w gruncie rzeczy ogromny "szczęśnik") zaprosił Cię na małe spotkanko. Niby nic, niby tylko spacer, niby spontaniczny wypad na Cheesburgera bo przecież i tak idziecie w tą samą stronę. Na swoje nieszczęście (stąd ten  nieszczęśnik) zaplanował to miesiąc wcześniej, powiadomił wszystkich swoich znajomych żeby mu nie przeszkadzali, a Tobie kazał być punktualnie. Jeśli zauważasz te symptomy, bądź pewna- to jest randka! Ekspertem nie jestem ale przygotowałam parę porad jak nie zepsuć tego pierwszego spotkania. Enjoy!



Mogłabym po prostu to wypunktować, ale wtedy to by straciło cały sens. Podstawową wadą kobiet (moją niestety też, przyznaję) jest popadanie w euforię. Rozumiem, że to jedyny facet od pół roku, który się Tobą zainteresował i nawet to, że nie ma dwóch zębów, jego szafa ogranicza się do dwóch dresów i nie do końca jesteś pewna za co tak naprawdę siedział w więzieniu,  nie przeszkadza ci widzieć w nim boskiego Adonisa. Jesteś super babka, bądź wybredna. Kiedy już jednak stwierdzisz, że dany egzemplarz spełnia Twoje chociażby minimalne wymagania, a do tego nie został skazany za gwałt podczas pierwszego spotkania, to wiedz, że już wygrałaś. Sprawa druga, skoro zgodziłaś się na to spotkanie, poświęć mu całą swoją uwagę. Tak, dobrze wiesz co to oznacza. Zero telefonu! Uwierz mi świat fejsbuka przeżyje bez ciebie, a Twoja przyjaciółka wybierze odpowiedni kolor bluzki sama, ten jeden raz oczywiście. Może i wmawiasz sobie, że to tylko jedno spotkanie i nic nie znaczy. Ja natomiast dobrze wiem, że oczyma wyobraźni widzisz mały dom z ogródkiem gdzie ty i Twoja córeczka malujecie sobie paznokcie, a Twój mąż gra w piłkę z synkiem. Pies lata na około, a sąsiedzi zapraszają na barbecue. Jedna mała rada- przestań! Załóżmy, że facet, który Cię zaprosił, a teraz siedzi na przeciwko, mógłby śmiało brać udział w reklamie Orbit albo Hugo Bossa. Nawet ta tona szpachli jaką nałożyłaś nie zakryje Twojego rumieńca podczas gdy Ty siedzisz i raczej przypominasz pieska z kiwającą główką niż kandydatkę na kolejne spotkanie. Mam nadzieję, że dość szybko dojdzie odpowiedni impuls do Twojego mózgu i przestaniesz, oby.



 Zamiast ciągle przytakiwać, zaintryguj go. Nie zgódź się z czymś, wyraź swoją opinię, no dawaj, przecież wiesz, że jesteś w to dobra, miało się tą 3 z ostatniej rozprawki! W świecie, w którym własna opinia jest cenniejsza niż ropa z Kuwejtu, nie ma miejsca na kiwanie głową. Sprawa myślę, że ostatnia, ale równie ważna! Nie zgrywaj niedostępnej. Wiem, że to zawsze jest na pierwszej liście w tych kolorowych czasozabijaczach, też je czytam. Ale dziewczyno, na miłość boską, jeżeli facet Ci się podoba, pokaż mu to. Pozwól się odprowadzić do domu, zaprosić na następne spotkanie, przyjmij komplement. Jemu też sprawia radość, że może Cię uszczęśliwić. Nie rób z siebie wiecznie zajętej i nieosiągalnej mimozy. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja kiedy dostrzeżesz w portfelu swojego adoratora żółte papiery. Wtedy biegnij, jak najdalej i jak najszybciej!

Mam nadzieję, że chociaż troszkę pomogłam. Macie jakieś doświadczenia albo rady odnośnie tematu? Czekam w komentarzach jak zawsze! Buźka.

wtorek, 21 października 2014

Check it! | Top 4 na jesień.


Dużo mam teraz postów tematycznych związanych z porą roku, to prawda. Wynika to z tego, że osobiście NIE ZNOSZĘ jesieni. Próbuję więc to sobie jakoś umilić i wprowadzić mniej nienawistną atmosferę na blogu. Dzisiaj w ramach dnia wolnego od edukacji ustanowionego przeze mnie samą podrzucam wam moje top 4 produkty na małe chłody, ale i nie tylko. Czytajcie i biegiem do Rossmana!

1. Masło kakaowe, Ziaja






Uwielbiam i to nie tylko jesienią. Właściwie to używam je przez cały rok. Dlaczego akurat to? Po pierwsze zapach! Kocham czekoladę i wszystko z nią związane. Jeżeli tak jak ja śmiało możesz się zapisać do grupy Anonimowych Czekoladoholików to zaoszczędź sobie czasu i zamiast na spotkanie pójdź do drogerii. Po drugie? Więcej zapachu! Wiadomo nie od dziś, że czekolada jest antydepresantem. A czego potrzebujemy bardziej niż zapachu szczęścia w deszczowy dzień? Smaku szczęścia! Chociaż nie radzę próbować... smaku nie ma na mojej liście zalet. Po trzecie konsystencja! Masło szybko się wchłania co oszczędza mi wiele czasu po kąpieli. Skóra jest mięciutka, a ja się czuję jak duża czekoladowa bomboniera.

2. Krem do rąk, Ziaja





Dwa razy Ziaja w moim rankingu dziś. Lubię tę firmę ze względu na dość niską cenę i całkiem dobrą jakość. Lubię też to, że wszystkie produkty są posortowane w linie. W każdej linii można znaleźć wszystko- kremy, mydła, toniki, etc. Jakiś rok temu na święta kupowałam mojej ukochanej babuszce cały zestaw i dostałam w prezencie ten oto kremik. Oczywiście nie ten sam bo zdążyłam go wymienić już z 4 razy, ale no wiecie o co chodzi. Przyznam się, że nie lubię kremów do rąk z wielu powodów. Ten całkowicie zawładnął moimi dłońmi! Największa zaleta? Wchłania się tak szybko, że nie pamiętam czy smarowałam czy nie. Opakowanie jest malutkie i eleganckie. Czas go włożyć do torebki i chronić swoje rączki.

3. Perfumy IN2U, Calvin Klein




Moje pierwsze poważne, oryginalne perfumy. Jako, że pryskam się zawsze milion razy w ciągu dnia, dostałam ich cały baniak. Powiem szczerze, że utrudnia mi to noszenie ich ciągle ze sobą, bo są po prostu ciężkie. Zdaję sobie z tego sprawę, że perfumy są bardziej indywidualną sprawą niż wybór zestawu w fast foodzie, ale nie mniej jednak polecam McZestaw z powiększonymi frytkami i Spritem. Jestem ciekawa jakie wy macie perfumy, więc czekam w komentarzach.

4. Waniliowy sztyft, Carmex






Z czystym sumieniem polecam! W tamtym roku miałam truskawkowy w tubce. Nie byłam do końca zadowolona z dwóch powodów. Jednym nich była moja nieumiejętność korzystania. Zawsze wycisnęłam albo za dużo, albo rozsmarowałam sobie po całej twarzy ale nie po ustach. Sztyft rozwiązuje mój problem. Wystarczy, że przeciągnę parę razy po ustach i mam nasmarowane to co powinno być, z przy okazji nie zużywa się tak szybko, a raczej nie marnuje tak wiele. Po drugie Carmex zawiera mentol, który w dość przyjemny ale dziwaczny sposób szczypie w usta. Truskawka i mentol? To nie był najlepszy pomysł, chociaż znam i ich zwolenników. Mój ukochany stwierdził, że ta pomadka pachnie jak odświeżacz do samochodu. Mi bardziej przypomina zapach budyniu. Kto o czym...

I tak doszliśmy do końca mojej listy. Mam nadzieję, że się podzielicie opiniami i własnymi Top 4. Na marginesie, jak mija jesień? Buźka, do następnego.

niedziela, 19 października 2014

Lifestyle | Czy jesteś karczochem?

Na wstępie pochwalę się, że mój dom powoli przypomina coś co zamieszkują ludzie. Daje mi to możliwość do stworzenia czegoś, a nawet (tak, tak) pouczenia się. W końcu zebrałam się i powtarzam materiał. Zgodnie z zasadą "co za dużo to za dużo" przechodzę do dzisiejszego tematu. Wczoraj miałam przyjemność porozmawiać z panią stylistką w jednym z szczecińskich centrów handlowych. Przyznam, że dużo mi to dało do myślenia i oto tak powstał dzisiejszy post. Chcę pokazać czym jest pewność siebie w trzech aspektach: zachowanie, wygląd, praca/szkoła. Po rozmowie z panią, której imienia niestety nie jestem w stanie przywołać, wysuwa się jeden wniosek. Polki nie umieją się zdecydować czy są zarozumiałym karczochem czy kobietą z pazurkami. Zapraszam.


Zachowanie, czyli pewność siebie, a arogancja.

Większość z nas, która czyta kolorowe pisemka (przyznaję się, kolekcjonuje Glamour od lipca) i czyta forum, na którym wypowiadają się typowe matki polki powie, że kobieta czym ostrzejsza tym lepsza. Uwierzcie mi drogie panie jest różnica pomiędzy zadziornością, z klasycznym chamstwem. Znam oba te przypadki i jedyne co mogę powiedzieć o drugim typie - te panie są nieprzyjemne. Jest cienka granica, której nie należy przekraczać, tak samo jak cienka jest granica pomiędzy sosem tabasco, a czekoladą z chilli. Wyczuj ją.

Wygląd, czyli pewność siebie, a wulgarność.

Czy kobieta ubrana w obcasy, spódniczkę i top jest pewna siebie? Tak. Ale czy jest wulgarna? To już zależy od samej kobiety. Można się nosić na wiele sposobów. Jest pewna różnica pomiędzy dziewczęcą zwiewną sukienką, a obcisłą mini. Nie chce popadać w stereotypy i upodabniać się do pani Tereski z pierwszego rzędu w kościele, która przez trzy godziny narzeka na młodzież przy windzie z panią Zofią. Krew mnie zalewa kiedy widzę na prawdę ładną dziewczynę, która odkrywa wszystkie karty. Po zasiadać do stołu skoro nic cię nie zaskoczy?



Praca/szkoła, czyli pewność siebie, a zuchwałość.

Mam dla was mały test, wystarczy jedna odpowiedź tak/nie. Uwaga. Nie masz dobrych ocen, ale walić szkołę bo przecież i tak cię nic dobrego nie nauczą, a ty zjadłeś magiczne mango i masz super wiedzę na każdy temat? Jeżeli tak to proszę, skończ czytać tego bloga. Moje pytanie jest oczywiście metaforą, ale mam nadzieję, że zrozumieliście. Umieć coś zrobić dobrze, a być przekonanym, że robi się to najlepiej to nie to samo. Bo nawet obsługa ksero kiedy jesteś przemądrzałym karczochem może ci sprawić psikusa.

Dzisiaj post pół żartem, pół serio. Nie mogłam niestety napisać wszystkiego co bym chciała bo długość posta zanudziłaby was od samego patrzenia na niego. Czekam na wasze doświadczenia w komentarzach. Trzymajcie się.

wtorek, 14 października 2014

Lifestyle | Uwaga jesień!

Pozbyłam się większości kartonów z podłogi,  mam już na czym spać, ale co najważniejsze - mam internet w domu! W końcu house is home moi drodzy.  Dzisiaj mnie dopadł typowo deszczowy humor. Szczerze to nie rozumiem ludzi, którzy lubią jesień.  Niestety z wyjątkami paru pięknych chwil naszej "Polskiej złotej jesieni" musimy tolerować szare, deszczowe dni. Oto moje 5 powodów dlaczego nie mam ochoty wychodzić z domu.



1. 6 rano to środek nocy!
Od kiedy zamieszkałam w Nibylandii (moje mieszkanko jest na obrzeżach obrzeży) zostałam zmuszona do opuszczania mojego ciepłego rozsuwanego tapczana już o 6! I wiecie co? Jest ciemno. Czuje się jakby to była 2 rano i nawet perspektywa ciepłej kawy nie dodaje mi energii żeby wstać.  Liczba spóźnień do szkoły?  Milion.

2. Błoto
Zastanawiam się nad kupnem kaloszy, a najlepiej takich do ud jak wędkarze.  Tak zupełnie na serio to nie cierpię błota. Najacze są brudne, obcasy usyfione, a moja ochota by wyjść na dwór spada do zera. Czy tak trudno zrobić normalne chodniki?

3. Płaszcze
Wraz z sezonem na kalosze i kubki termo przychodzi czas na to by przestać biegać po dworze w koszulce, która zasłania tyle co przezroczysta firanka u cioci Krysi. Musimy założyć ciężki płaszcz i mając na uwadze jego masę dokładnie wybrać cel podróży.  Nie ma nic gorszego od noszenia palta przez parę godzin po centrum handlowym. 



4. Pogoda
Wychodzę na dwór - pada.  Jestem w szkole - słońce. Idę na spacer?  Tornado i huragan Katrina. I wiecie co? To wszystko w jeden dzień. Brakuje jeszcze gradu, ognistych komet, plag egipskich i Noe w arce. Czekam.

5. Brak humoru
Jesień to depresja.  Jesień to ciepła herbata i koc. Jesień to przytulenie do mojego mężczyzny i siedzenie tak milion lat. Najchętniej wpadłabym w sen zimowy i obudziła wiosną. 

Podobno są też plusy tej pory roku i jeżeli jest ktoś kto je zna proszę o podzielenie się ze mną.  Czekam w komentarzach.  Buziaki. 

PS. Mam nadzieję, że wrócę do regularnych postów. Trzymajcie kciuki!

sobota, 27 września 2014

Lifestyle | Dlaczego jestem małą kłamczuszką?

To mój pierwszy post od bardzo dawna, ale nie mam zamiaru się jakoś szczególnie tłumaczyć.  Wychodzę z założenia, że zamiast pisać kupę, lepiej poczekać na przypływ nowych pomysłów.  I na to właśnie czekałam.  Odwołałam wszystkie projekty, umarłam w internecie. A dziś wracam z postem dość nietypowym bo... z mini spowiedzią. Zapraszam tych co jeszcze nie wyrzucili tej stronki ze swojej przeglądarki. 



 

Jak to mówił cudowny "dr. Dom" - everybody lies. Istnieje wiele mitów na temat tego,  że kobieta mówi jedno, robi drugie, myśli trzecie, a czepia się o czwarte.  Pewnie jest w tym odrobina prawdy, ale dzisiejszy post będzie o moich najczęstszych kłamstwach, a nie o sposobach mężczyzn na usprawiedliwienie tego,  że nie może znaleźć cukru.  Powinien przecież wiedzieć że jest w szafce z makaronem, w pudełku z napisem "KAWA". (:


Jest okej. Nie wiem jak wam, ale mi się to zdarza mega często.  Czemu?  Zwyczajnie z lenistwa.  Wolę powiedzieć, że u mnie po staremu zamiast tłumaczyć pierwszemu przechodniu dlaczego Edyta kupiła skarpetki w jeże. Zgodnie z zasadą "nie chwal się swoim ( lub Edytki) szczęściem". A jak jest mi smutno?  Czekolada nie pyta, czekolada rozumie. Chociaż idąc tym tropem byłabym emocjonalnym glonem uwięzionym w wielorybim ciele rozlanym przed tv. Dlatego radzę jedno, wyrzućcie zwrot "jest okej" w stosunku do przyjaciół. 



Podczas mojej separacji z internetem dostałam mega dużo pozytywnych komentarzy i to prosto w twarz. Dziękuję przede wszystkim Dominice za super słowa, których się zupełnie nie spodziewałam. Myślę, że parę tych malutkich głosów sprawiło, że dziś znowu siedząc na podłodze w garderobie piszę posta. A propo garderoby... noszę push upy i zupełnie się tego nie wstydzę! No cóż matka natura nie jest sprawiedliwa.  A ty moja droga czytelniczko zapamiętaj, jeżeli coś sprawia, że czujesz się atrakcyjna, makijaż, wysokie obcasy, grzywka na pół twarzy (wciąż nie wiem jak one się trzymają,  ale te dziewczyny utrzymują koncerny lakierów do włosów przy życiu), to rób to. Czemu?  Bo życie jest wystarczająco ciężkie, żeby jeszcze dokładać sobie i przejść przez nie ze świadomością, że wyglądasz jak worek na śmieci wypchany galaretką. 


Lubię liczbę trzy, więc planowałam trzy oszukaństwa, niestety czas mi nie pomaga.  Jestem w trakcie przeprowadzki i cały dom stoi na głowie. Czekam w komentarzach na wasze małe nieszkodliwe kłamstewka. I dziękuję za wszystkie dodane podczas mojej nieobecności.  A no, od jutra nie jem słodyczy.  Ot i jest trzecie. Buźka. ♡

sobota, 6 września 2014

AfterParty | O tym jak poznałam nowe słówko.

Skończyły się wakacje i może ja w końcu też się wezmę do roboty. Jestem na siebie niewyobrażalnie zła za to, że zrobiłam tu taką "postową" dziurę! A wręcz dziuryszczę! Nie ma tego złego co by blah blah blah. Po ostatniej mojej sesji z Agatą odezwało się do mnie parę osób i wprost nie mogę się doczekać co razem wam przedstawimy. Na razie to wszystko niespodzianka, ale no jaram się fest. Mogłabym napisać, że mam mnóstwo pomysłów na następne wpisy, pełno czasu ale

demagogia «sposób pozyskiwania zwolenników polegający na odwoływaniu się do ich emocji, oczekiwań i na składaniu nierealnych obietnic»

Tak więc... no ekhm... zapraszam na dzisiejszą dawkę mnie.






Tak właśnie wyglądał mój ostatni dzień wakacji. Muszę przyznać, że o ile na myśl o wszelakich lekturach szkolnych zaczyna mnie skręcać w środku, to ciepła wanna z pianą i ulubioną książką jest najlepszym relaksem. Mam tylko jedno "ale", wanna by mogła być podgrzewana bo po 327 stronach woda zrobiła się zimna. Wasz ulubiony sposób na odpoczynek? Czekam w komentarzach.










Sierpień sierpniem ale halo! W pewnym momencie założyłam swój putinowski płaszcz bo zamiast Polski zrobiła nam się Syberia. Podczas kiedy teoretycznie mogłabym wylegiwać się na plaży, w praktyce chowałam nos w futerko. Jak to mawiał George "dablju" Bush - Global warming is real!











Wraz z końcem sierpnia skończyłam swoją pracę w lumpeksie. Było warto? Oj tak. Odchodząc zabrałam milion ton ciuchów, które jakbym miała pokazać to zaspamowałabym wszystkie serwery google. Żeby nie było tak łatwo mam nową mini pracę i tak, będę narzekać jak to nie mam czasu. Podobno pierwszy miesiąc szkoły jest najgorszy. Ja przeżyłam dwa dni, 8h mówienia o maturze i 4 długie przerwy na jedzonko. Czy ktoś ma guziczek "School OFF"?






Spodnie po prawej to jedna z moich "sklepowych" zdobyczy i nowinek w szafie. Jakby tego było mało to mój pierwszy ciuch z Zary i przy okazji pierwsze spodnie w garderobie. Kupione z myślą o dniach kiedy mam ochotę włożyć sobie papierową torbę na głowę i przeczołgać się przez tę dobę jak najszybciej. Spodnie mają dobry poślizg, przeczołgam się w rekordowym czasie. Tak więc oprócz "ubrania" kupiłam sobie +15 do szybkości, +8 do wygody i -2 do miejsca w szafie, no cóż, nie można mieć wszystkiego.






Wyprzedaże trwają w najlepsze, więc radzę wam zapolować. Wczoraj kupiłam dwie bluzki za 8 zł, wczoraj pokochałam NewYorker. O ile za każdym razem jak wchodzę do galerii i zauważam chłopaczków z niebieskimi grzywkami i dziewczyny w wieku 13 lat z cyckami na wierzchu (tak, zazdroszczę bo mają większe niż ja) to mam ochotę wyjść stamtąd i trzasnąć drzwiami. Niestety w Kaskadzie są drzwi obrotowe, więc z tym rozpędem wpadam znów do środka. Czasami warto się do tego zmusić i kupić coś co na prawdę ci się spodoba. Powodzenia i nie dajcie się niebieskim grzywkom!






Bloguję dla przyjemności. Dla przyjemności wydaję pieniążki. Tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności wypijam kawę za 16 zł zamiast napić się w domu za 2. Każdy może powiedzieć, że jestem egoistką i ja się z tym zgodzę. Ale czy codzienność nie staje się bardziej znośna kiedy rozpieszczamy samego siebie, kiedy spędzamy ją z ludźmi, dzięki, którym zapominamy o tej drugiej stronie mocy? Pomimo tego, że wakacje się skończyły ja mam do was mały apel - dziś jest najważniejsze. Banalne? Banalne. Więc? Just do it! (Proszę o składanie datków na mojego prawnika, gdyż czuję, że w ciągu paru minut przyjdzie pozew za użycie hasła reklamowego Nike.)

czwartek, 21 sierpnia 2014

Fashion | Classic is good.

Mogłabym zacząć kolejny post marudząc, że nie mam na nic czasu, ale nie. Chociaż właściwie to zrobiłam... nie ważne.  Dziś mam dla was efekty pracy z Agatą, które dopiero teraz wstawiam. Post piszę w pracy, a pan pijak nie daje za wygraną i chce dostać rabat. Dać mu?

Kobiety kochają ubrania i marzą o pięknej garderobie.  Kto by nie chciał zaszaleć na Fifth Avenue czy coś like that. Ale co właściwie sprawia, że jednej bluzki nie wyrzucimy nigdy? Cena w tym przypadku nie gra roli. Nasze ubrania to nasze wspomnienia. 

Moją pierwszą firmową rzeczą kupioną za WŁASNE PIENIĄDZE były leginsy we wzory, które możecie zobaczyć w poście Street is me, do którego dodam link dopiero jak wejdę na kompa. Mam do nich ogromny sentyment chociaż zupełnie już nie pasują do mojej garderoby.

Zastanówcie się,  na pewno też macie coś takiego.  Bluzka z super festiwalu z przyjaciółmi?  Ubłocone botki z mega imprezy czy może sukienka z pierwszej randki? Na pewno to pamiętacie! Dajcie znać w komentarzu jaki jest wasz ulubiony ciuch i dlaczego. Czekam na ciekawe historie. (:

Klasycznie na tym świecie co druga rozmowa dotyczy banknotów, ale to co ma dla nas największą wartość pieniędzy nie dotyczy.  Nawet biorąc przykład z moich leginsów, były pierwsze.  Wydałam dwa miesiące pracy na nie ale było warto.  Bo ubierając je czułam się jak milion, a nawet trylion dolarów.  Ubrania to nasi niemi przyjaciele,  oni pamiętają każdy nasz uśmiech,  naszą łzę i zawsze są przy nas. Czy nie uważacie, że to dziwne, że wszystko porównuje do ludzi? Ja zaczynam się obawiać.