sobota, 22 listopada 2014

Just TwoCommas | Na gorszy dzień...

Od rana mój dzień to pasmo niepowodzeń. Niepowodzeń przez ogromne N! Moje śniadaniowe pancakes wylądowały w koszu pod zlewem, porwałam ulubioną koszulkę i zupełnie nie mam pomysłu na post. Każdy się kończy katastrofą. Jestem zwolenniczką zasady "nie wiesz co napisać- nie pisz nic!", ale nie tym razem. Czasami trudno jest ugryźć temat, czasami zakończyć puentą. Najważniejsze by robić coś z pasją, a tego mi nie brak. Czytajcie kolejny mój wpis i komentujcie!



Sytuacja wczoraj. Jestem w sklepie, dużej galerii. Otaczają mnie piękne kobiety i wystrojeni faceci. Patrzę na siebie. Po całym dniu w szkole, w rozmazanym makijażu i w za dużym swetrze, nie oszukujmy się, nie zachwycam. I nagle robię największy błąd! Porównuję się do innych. Nie muszę mówić, że w minutę poczułam zażenowanie i po prostu wstyd. Czy to, że nie zawsze jesteśmy tak idealni jakbyśmy chcieli oznacza, że powinniśmy psuć sobie dzień? Przecież nie ma ludzi idealnych. Czasami się uda, czasami nie. Nasze dni są jak moje pancakes, nie wszytskie są udane.

Jesteśmy porównywani do innych na każdym kroku. Bo Kaśka ma lepszą pracę, Tomek samochód, a Andżelka cycki. Nie uciekniemy przed tym. Nie schowamy się również przed oceną innych. Jak sobie z tym radzić? Pewnością siebie. Spójrz w lustro i powiedz "Dziś jest mój dzień i nic tego nie zepsuje". Powtarzaj tak długo, aż nie uwierzysz. Czy działa? Nie. Na pocieszenie powiem, że pewności siebie da się nauczyć. Chociaż nie zawsze można wmówić sobie, że jest dobrze, to próbujmy. A gdy spotka nas jeden z tych gorszych dni... od czego mamy czekoladę, zakupy i w ostateczności... kolejne zakupy. (:


Możecie powiedzieć, że jestem optymistką. Nie jestem. Prowadzę tego bloga od prawie roku i nigdy nie myślałam, że ludzie zachcą go odwiedzać. Skończyłam teorię w szkole jazdy i w życiu bym nie pomyślała, że instruktor mnie wyróżni. Żeby działać w życiu trzeba chcieć. Trzeba chcieć coś zmienić. Trzeba chcieć stawać się lepszym i się realizować. Zbliża się koniec roku. Zastanawiam się nad postanowieniami noworocznymi. Może jeszcze za wcześnie ale już czuję tę magię.

W gorsze dni mogę radzić tylko jedno. Bądźcie szczerzy sami ze sobą. Szukajcie sukcesów. Macie przecież ich całą masę. Kochający chłopak, ciepły dom czy te 3 brzuszki wczoraj. Nie gubmy się w optymizmie. Bądźmy zdrowymi realistami. Rzeczywistość nie jest taka zła. Chyba, że w Mohito. Tam jest okrutnie. Pełno pięknych rzeczy, mało pieniędzy. Tak czy owak, nie porównujcie się do innych. Jesteście cudowni właśnie tacy jacy jesteście, a kiepski dzień to tylko kolejny nieudany pancake w moim koszu.

środa, 19 listopada 2014

Lifestyle | WrocLOVE. + rozwiązanie konkursu!



Zabieram się do napisania tego postu już milionowy raz i ciągle mi wywala ze strony. Jeżeli to się stanie jeszcze raz to rezygnuje! W weekend wybrałam się na krótki trip po Wrocławiu z moim kochaniem. Poświęcę temu 2/3 postu, kolejną część na rozwiązanie konkursu. Będzie obszernie, więc GET READY!






Zoo we Wrocławiu jest cudowne! Jeżeli będziecie w pobliżu to zdecydowany must see! Może to ja jestem zacofana, ale po wejściu do nowego Afrykarium (jedynego w Polsce btw) myślałam, że się posikam jak mała dziewczynka na widok różowej sukienki z cekinami dla lalki. Pamiętam jak byłam mała i odwiedziłam parę zoo. Uwierzcie to nie to samo! Mając te kilkanaście lat (bliżej już do kilkudziesięciu niestety) patrzysz zupełnie inaczej. Osobiście byłam pod mega wrażeniem jeśli chodzi o lamy. Żadna nowość jestem ich fanką. Zoo jest na tyle duże, że można zarezerwować cały dzień na długaśny spacer wśród rysi, misi i małpek. Zachwyciły mnie również liczne obiekty zabudowane: terrarium, ptaszarnia czy Madagaskar. W tych budynkach były małe pomieszczenia gdzie wchodziło się w ekosystem tych zwierząt i było się wśród nich. Polecam polecam polecam!


Samym Wrocławiem jestem równie zachwycona jak i zoo. Znalazłam nawet restaurację Lwowską, prawie jak w domu, nieprawdaż? Zwiedzaliśmy rynek od 7, a większość przechodniów wracała z imprezy skacowanym krokiem. Uwielbiam zwiedzać i podróżować. Wrocław jest piękny, nawet jesienią. Byliśmy 7 godzin na nogach i po prostu padliśmy na koniec. Widzieliśmy tyle ile zdążyliśmy do otwarcia zoo. Nie mogłam się doczekać lam i marudziłam gorzej niż starsza pani w autobusie. Sami rozumiecie, Daniel miał ze mną ciężko.


Jak już podałam na fejsie konkurs wygrała Klaudia z Gdyni. Czemu? Niestety nie mam prawa przytaczać jej maila, ale postaram się uzasadnić. Klaudia wybrała post Vintage Look i zapraszam do czytania. Zawsze chciałam zmienić coś. Świat zmieniają mali ludzie, tacy jak my i wcale nie chodzi tu o to, że jestem karzełkiem. Chce przekazywać pozytywną energię, żebyście wchodzili na tego bloga i codziennie dostawali zastrzyk motywacji do działania i temat do przemyślenia. Klaudia to wszystko ujęła. Napisała o tym co ją zastanawia i co zmieniają moje posty. Serdecznie gratuluję! Mam nadzieję, że dalej mogę na was liczyć. Buźka!

piątek, 14 listopada 2014

Lifestyle | Jak NIE używać Instagrama?

Internet tak bardzo stał się częścią nas, że połowę z nas można by było śmiało wysłać na odwyk. Sama się przyznam często przeglądam różne profile. Na samym Instagramie obserwuje niby tylko 34 osoby. Nie dajcie się oszukać, to tylko pozory. Dziennie odwiedzam milion profili i czasami mnie przeraża to co widzę. Oto jawi się waszym oczom mini poradnik czego NIE robić na Instagramie. Czy to sprawi, że będziesz mieć więcej obserwatorów? Sprawdź to!


NIE interesuje mnie co jesz.

Nikogo nie obchodzi czy byłeś w ĘĄ w Paryżu czy Karczmie u Staśka w Środzie Wielkopolskiej. Twoje minimalistyczne zdjęcia schabowego i frytek nie zrobi z Ciebie gwiazdy. Jeżeli już musisz to zamelduj się na fejsie. Albo odetnij się od internetu na czas swojej fascynacji haute cuisine. To nie tak, że zazdroszczę. Jedno zdjęcie? Okej. Milion? Zjedz to i się ciesz zamiast szukać światła, w którym Twój bigos będzie wyglądał na drogi.


Zmień minę.

Rozumiem, że Twój prawy profil i wydęte usta wyglądają bosko. Ale kiedy przeglądam profil i na każdym, ale to KAŻDYM zdjęciu masz tą samą minę to ja mam dość. Instagram nie jest Twoim lustrem, na którym codziennie dodajesz swoje odbicie. Po co więc jest? No właśnie... Tego jeszcze nie zbadałam. Mam tylko nadzieję, że to nie jest jakaś baza zagranicznych żon dla Turków, bo mnie nie opuszczają.


Już jutro jadę podbijać Wrocław. Dajcie znać czy wolicie foto czy wideo relację. Ja się już nie mogę doczekać! Buźka!

poniedziałek, 10 listopada 2014

Lifestyle | Czy internet pomaga?

Jesteśmy pokoleniem zapatrzonym w smartfony. Osobiście przyznaję, że jestem uzależniona. Lubię mieć telefon obok siebie, sprawdzać godzinę co chwile i być na bieżąco na 'twarzoksiążce'. Pomimo tego, że większość czasu spędzam przesuwając pasek strony do dołu i oglądając często wcale nie śmieszne obrazki , to i tak, muszę to zrobić. O moim uzależnieniu może kiedy indziej, bo zaczyna mi być wstyd przed samą sobą nawet. Wczoraj zainspirowałam się odcinkiem Seksu w wielkim mieście i kieruję do was pytanie : Czy internet pomaga, czy może czyny znaczą więcej niż słowa?


Dzisiaj nie ma możliwości odcięcia się od internetu, chyba, że masz ochotę zostać amiszem. Nie ma co się oszukiwać, ale to właśnie w sieci zaczyna się większość znajomości. Codziennie czatujemy z X osobami, ale czy jesteśmy tymi samymi osobami w 'realu'? Czy milion słodkich wiadomości znaczy więcej niż jedno przytulenie? Zdecydowanie nie. Żyjemy własnym życiem i czasami jedyną możliwością skontaktowania się z kimś dla nas ważnym jest ten niesławny fejsbuk. Jako osoba, że tak się wyrażę pół światowa, mam sporą liczbę znajomych poza miejscem zamieszkania. W takim przypadku internet jest zbawieniem. Nie muszę słać listów, gołębi czy posyłać średniowiecznych gońców żeby się dowiedzieć jak minął dzień mojej przyjaciółce. Przez całe to www staliśmy się leniwi. I można powiedzieć, że jestem hipokrytką. Czemu? Za chwilę zacznę was namawiać do odcięcia kabelków chociaż na chwilę, podczas kiedy ja właśnie ślepnę od ekranu laptopa. Internet dał mi możliwość bycia tu z wami. Goszczenia w waszych pokojach i zmuszania was do ruszenia szarych komórek.






Moje zdanie jednak pozostaje bez zmian. Słowa to są słowa. Mogą być tak samo piękne jak nieprawdziwe. Czyny mówią więcej, a nawet wyrażają to czego słowa nie mogą. Nie możemy pozwolić żeby internet był dla nas ważniejszy od widoku osób, na których nam zależy. Życie 'online' jest łatwiejsze. Możemy ukryć emocje i dokładnie zastanowić się co chcemy napisać. Chcę wam dodać odwagi i namówić do wyglądania poza ekrany. Poza horyzonty i poza wyznaczone ramy. Czy dalej mówimy o internecie? Czy może to już oddzielny sposób życia?

Przypominam o konkursie, który wciąż trwa. Czekam na wasze maile i komentarze i już nie mogę się doczekać, aż ogłoszę kto wygrał. Buźka!

niedziela, 9 listopada 2014

AfterParty | Video Day!

Dzień dobry! Dziś mam dla was coś zupełnie innego. Podczas dość nieudanych prób moich i Natalii uruchomienia jej vloga powstał mały filmik, który znajdziecie tam o na dole! Dajcie znać jak się podoba i dopingujcie Natalie! Późna pora ale Ci co nie śpią... ENJOY!





Mój program do robienia prezentacji chyba pilnie potrzebuje słownika. Halo, chyba coś nie tak. Podobno uje nie kreskuje ale kto to wie. Polska mowa trudna mowa, a twórcy tego programu chyba zatrzymali się na poziomie podstawowym. Co niestety dowodzi, że i bez matury można zajść daleko i zbijać koksy nawet za błędy językowe.









Takie cudeńka można spotkać w wielkim mieście podczas długiego weekendu. Osobiście zaczynam naukę w szkole jazdy w poniedziałek za tydzień. Coś czuję, że nie będzie ze mnie najlepszy rajdowiec i obym skończyła jak Hołowczyc reklamując Play. Rajdowiec ze mnie żadny i jak widać fotograf też. Chociaż kiedy już zdam prawko będę katać jak Hamilton po torze. Trzymajcie za mnie mocno kciuki!











Oby nasze głupoty poprawiły wam humor. Szczerze mówiąc przekonałam się tylko, że wolę BLOGOWAĆ niż vlogować. Sklejanie filmików to zło i poradziłam sobie raczej kiepsko. Pomimo tego, że starałam się to i tak wyglądam jak mokra fretka po środku miasta. No cóż... nikt nie jest idealny. Przypominam wam o konkursie i czekam na komentarze. Buźka!

środa, 5 listopada 2014

Lifestyle | Poszukiwana : ja.

Nie ukrywam ten temat jest dość ściśle związany z moimi bieżącymi tematami na języku polskim. Ale właśnie, kim jestem? Pomyślcie, ile razy proszono was o powiedzeniu czegoś o sobie, a wy nie wiedzieliście co powiedzieć. Według mojej polonistki opinia o samej sobie nie pokrywa się z opinią innych. Zgadzam się, ale zupełnie w odwrotną stronę. Spróbujcie powiedzieć o sobie przynajmniej 5 dobrych rzeczy. I jak? Ciężko prawda. A teraz 5 złych rzeczy. No no żeby to tylko pięć.






Jestem gruba, brzydka, mam duży tyłek, małe cycki... Też tak mam, że wstaje rano patrzę w lustro i widzę same niedoskonałości. Doskonałe niedoskonałości, które sprawiają, że ja to ja. Według mnie przeważnie widzimy tylko swoje wady. Mówię oczywiście o sytuacji ludzi zdrowych moralnie, a nie zadufanych karczochów. Krytycznie patrzenie na siebie jest dobre, o ile nie zasłania nam naszych zalet. Uwierzcie w siebie. Dziewczyny przestańcie ciągle krytykować swoje grube uda. Przeszkadza ci to? Zrób coś z tym. Jesteś nieśmiała? A może to właśnie Twoja zaleta. Nie od dziś w świecie istnieje pojęcie doskonałych niedoskonałości. Widać to przede wszystkim na pokazach mody gdzie szukają ludzi "innych". Znajdź w sobie coś co nie pasuje do reszty i bądź z tego dumna. Bądź dumna z szerokich bioder niczym Kim Kardashian czy ust a'la Angelina Jolie. One się tym chwalą i dzięki temu zdobyły sławę.  Bądź dumna, że jesteś sobą. Czy słuchając ludzi jestem w stanie być sobą? W jakiejś części. Musimy umieć połączyć wszystko co wiemy o sobie i wtedy dopiero możemy uzupełnić profil na blogerze "O mnie". Ja próbowałam, chyba się udało. Oceńcie sami!

sobota, 1 listopada 2014

Just TwoCommas | Przepis na ciasto marchewkowe.

Ten przepis obiecałam wam już dawno, ale dopiero w akcie rozpaczy go udostępniam. Mam 150 kanałów i nic do obejrzenia. Oglądam zatem Szkołę Uczuć, której no szczerze... nie cierpię. Jedyne co robię to czekam na moment kissa i przełączam. Ale wróćmy do jedzonka. Ciasto jest rewelacyjne! Gdybym tylko była mniej leniwa robiłabym je codziennie. Może i lepiej, że nie robię... wtedy bym się nawet w kadr selfie nie mieściła. Powiem szczerze, że nie byłam przekonana do marchewki. Kto normalny je to na słodko? Zmieniłam zdanie, całkowicie! I tego samego wam życzę, wypróbujcie koniecznie podczas niedzielnego obiadu.



NAME : CIASTO MARCHEWKOWE
INGREDIENTS:

Polewa:
  • 300g cukru pudru
  • 100g kremowego serka
  • 50g masła (temperatura pokojowa)
Ciasto:
  • 2 jaja
  • 200g cukru
  • 150ml oleju
  • 250g startej marchewki
  • pół szklanki posiekanych orzechów (+ parę połówek do dekoracji)
  • łyżeczka cynamonu
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka sody
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200g mąki
  • 75g pokrojonego ananasa (z puszki lub świeży)
HOW TO DO:

Polewa:
Mikserem utrzeć masło na puszystą masę, dodać serek, ciągle ucierając dodawać częściami cukier puder. Po dokładnym wymiszaniu wstawić do lodówki.

Ciasto:
Ubijać jajka do podwojenia objętości. Dodać cukier wciąż ubijając, aż masa będzie jednolita. Nadal ubijając jednomiernie wlać olej , miksować do połączenia składników. Do masy dodać marchewkę, ananas i orzechy, zmienić końcówkę miksera i dalej mieszać. Dodać mąkę wymieszaną z solą, cynamonem, sodą oraz proszkiem do pieczenia. Gęstą masę przełożyć do formy (21x21cm lub o średnicy 21cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Piec przez godzinę w temperaturze 150 st. Wystudzone (!!) ciasto przekroić na 2 części i wysmarować spód 1/3 polewy. Przykryć resztą ciasta i wysmarować resztą polewy. Udekorować połówkami orzechów i wstawić do lodówki. SMACZNEGO!



Przypominam o konkursie, który wciąż trwa. Klikamy w LINK i komentujemy, a pachnące masełko powędruje do was. Dostałam na prawdę parę super maili i komentarzy. Czekam na Twój!