sobota, 20 grudnia 2014

Just TwoCommas | Święta Last Minute - co kupić?

Witam was w ten dość deszczowy niestety dzień. Poziom wody powoli mi dosięga do okien i zaczynam żałować, że wybraliśmy parter. Skończyłam swoją edukację na ten rok i mam nadzieję, że będę miała więcej czasu na zaglądanie tu. Chociażby gdzieś między lepieniem pierogów, a zawijaniem makowca. Ja na szczęście wszystkie prezenty już mam (w przeciwieństwie do drzewka, pod którym powinny leżeć), ale przygotowałam dziś coś dla tych biedaków, którzy będą musieli przekroczyć bramy galerii w tym najgorszym okresie. Wolałabym przez cały dzień obierać ziemniaki niż wejść teraz do sklepu. To nie ta, że nie lubię ludzi, ale najchętniej bym ich wszystkich zamknęła w zagrodzie jak lamy. Kochanie, słodziutkie lamy. Idąc do galerii nie chcę żeby każdy przypadkowy pozer z falą na głowie i w podrabianym sweterku Hilfigera czy nawet śródziemnomorska paramiss o kolorze skóry palona cegła ocierali się o mnie, gdy ja będę wybierać skarpetki na prezent. W sklepie chcę oddychać tlenem a nie tanią kubańską wodą kolońską wujka Staszka. Chyba zrozumieliście o co mi chodzi.
Przechodząc do rzeczy oto mini przewodnik jak kupić prezent żeby nie zapadła krępująca cisza z wami w roli głównej. Enjoy!

Mama

Matka jest tylko jedna, lecz jak dasz jej słaby prezent to popamiętasz ją za dwie. Większość osób dobrze wie co kupić matce, bo ta ciągle o tym gada jak moja. Nasze mamuśki ucieszą się z podarku z Home&you czy droższej Duki. Dla tych, którzy są bardziej zżyci ze swoimi rodzicielkami proponuję jakiś kosmetyk. Odradzam wszystkie tzw. 'kolorówki', czyli typowo mejkapowe. Jeżeli nie traficie w gust, wasza kasa pójdzie na marne. Lepiej strzelać w coś jak kremy rewitalizujące i inne, pani w sklepie doradzi, nie jesteście jedynymi zagubionymi owieczkami. Jeżeli w rodzinie nie bawicie się w niespodzianki to po prostu zapytaj mamę. Może akurat marzy o tych super kozakach za 4 stówy, wtedy przynajmniej dasz jej ten bon za 50 zł, a ojciec załatwi resztę. Super pomysłem są też różne bony na zabiegi. Moja matula delikatnie zasugerowała, że pragnie depilacji laserowej. Ja delikatnie zasugerowałam, że mnie nie stać, więc złożyliśmy się z ojczymem. Wszelkie masaże i dni Spa na pewno też wypalą.

Babcia i dziadek

Babcia też kobieta, ale to już nie to samo. Jeżeli wasza babcia jest tak nowoczesna jak moja (zamontowała sobie internet, gra online i
obsługuje Skype) to na pewno ucieszy się z biżuterii i czy jakiegoś świątecznego talerza. Dla bardziej wymagających roboty kuchenne, których i tak nikt nie kupi bo są drogie. Jeżeli natomiast macie babcie w wieku tych moherowych pań w kolejce u lekarza to pojawia się problem. Nowe garnki? Pled? Komplet ręczników, szlafroków? Strzelajcie w ten dział. Dziadek natomiast to chłop prosty. Lubi ryby? Problem rozwiązany. Ma działkę? Kup mu 5 litrów spirytusu i karafkę, a uwierz, że i dla ciebie zostanie jakaś naleweczka.

Chłopak

I tu pojawia się ogromny problem, jak to zrobić tak żeby po tych świętach Twój związek dotrwał do kolejnych. Problem znika jeżeli jesteście już ze sobą na tyle długo, że już latem będziesz wiedziała co on chce. Wszystko zapisuj i realizuj. Gorzej jak jesteście bez pomysłów jak ja. Wtedy polecam przebadać to co on lubi. Nadal nic? Zabierz go na zakupy i zwracaj uwagę na wszystko co mu się podoba. Wciąż nic a nic? Wybierz prezent neutralny. W modzie są zegarki, portfele, perfumy, rękawiczki skórzane czy różnego rodzaju elektronika. Nie ma co się stresować drogie panie, on też ma problem co wam kupić. My musimy tylko zadbać aby prezent był użyteczny i praktyczny. Pamiętaj - jeden dobry prezent i możesz bezkarnie leżeć na kanapie i suszyć swoje paznokcie do kolejnej okazji.

JA SAMA

Halo, czemu nie mogę zrobić sama sobie prezentu? W końcu to właśnie ze sobą spędzam najwięcej czasu. W moim rozumowaniu prezenty na święta to takie, na które nie pozwolimy sobie już parę dni później. Nie ma co się skrywać. Jeżeli coś wam się marzy powiedzcie to głośno. Zróbcie listę dla rodziny co chcecie. Lepiej nie mieć niespodzianki niż dostać kolejny bezużyteczny gramot. U mnie w rodzinie zawsze się informuje niby dyskretnie, ale zawsze całkiem jawnie co by się chciało dostać. wtedy wszyscy maja problem z głowy. Wchodzą do jednego sklepu, wybierają odpowiedni prezent i każdy jest szczęśliwy. Często też sama sobie coś kupuję w podziękowaniu za ten cały ciężki rok. Na ogół jest to jakiś kosmetyk, który tylko ja wiem, że chcę albo droga bielizna. Zasłużyłam w końcu. A wy jak? Byliście grzeczni?

Dzielcie się ze swoimi pomysłami na prezenty w komentarzu, będzie mi miło z wami pogadać i obiecuję, że tym razem zacznę odpisywać! Za trzy tygodnie będziemy już po wszystkich grudniowych atrakcjach, a mój blog skończy jeden okrągły rok. Hip hip? Ckliwe i żałosne przemówienie z tej okazji zostawię na blogowe urodziny, ale już teraz nie mogę uwierzyć, że jesteście ze mną od tak dawna. Bądźcie ze mną i sayonara!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Lifestyle | Nakarm pieska!

Na wstępie już po raz drugi gorąco zachęcam do wzięcia udziału w akcji olx.pl. Jakieś pół roku temu prosiłam was o klikanie i "karmienie" piesków oraz kotków. Akcja się powtarza i także tym razem ja ją wspieram. Codziennie wchodzę i klikam. Was też serdecznie o to proszę. Poświęćcie minutkę i zabawcie się w świętych Mikołajów! Akcja dostępna pod linkiem NAKARM PSA. Klikamy, nie wstydzimy się i pomagamy.


Ostatnio w czasie wolnym wypróbowuję moje prezenty urodzinowe. Pod moje oko dostały się pędzle do makijażu i łojezu frajdy co nie mało. Nawet nie wiedziałam, że mnie to interesuje i, że mogę poświęcić temu tyle czasu. Mam nadzieję, że już w niedługim czasie będę mogła wam pokazać coś sensownego! Trzymajcie kciuki!




 Dziś jestem po kolejnej próbnej maturze z polskiego. Albo mi się wydaje albo jest coraz gorzej. Czy odkupienie winy usprawiedliwia brak odpowiedzialności za wyrządzone krzywdy? A czy odkupienie win nie jest właśnie tą odpowiedzialnością? Przecież wszyscy jesteśmy niewolnikami naszej przeszłości. Tylko jak tu się odnieść do tekstów kultury,a  co gorsza Pana Tadeusza. No niestety ale podejrzewam, że moja rozprawka jest nie na temat. Jednym z celów powstania tego bloga było to by nauczyć się pisać. I wiecie co? Sukces. Jestem w stanie napisać 400 zupełnie bezużytecznych i nie tematycznych słów. Brawo Katia, najpierw ilość potem jakość.


Jestem już pełnoletnia i coraz bardziej się zastanawiam nad tym co w tym życiu chcę robić. Plany planami, Hitler też chciał podbić świat, a wyszło jak wyszło. Chciałabym się doczekać momentu kiedy będę mogła bezkarnie pisać, robić przysiady i omijać gluten całe dnie. I chyba to mnie czeka po czwartkowej maturze z chemii. Bezrobotna blogerka niskich lotów? Brzmi świetnie. Po co komu doktorat jak ma się parę wyświetleń na blogu. Gdzie się podział mój pozytywizm? Tam gdzie polskie autostrady, w planach.




czwartek, 11 grudnia 2014

Just TwoCommas | Stemplowane ciasteczka.

Witajcie moi kochani. Troszkę was zaniedbałam, przyznaję. W ramach usprawiedliwienia powiem, że miałam na prawdę zawalony tydzień. Pochwalę się, że w sobotę skończyłam całe 18 lat! Szczerze  nie odczuwam żadnej zmiany, oprócz trudu jakim jest chodzenie po urzędach samemu. Katorga. Dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe, a tym którzy byli ze mną w sobotę przesyłam buziaki. Póki co dorosłe życie mnie przytłacza i czekam na kolejne matury leżąc cała w książkach i chusteczkach. Dobrze, że mam miejsce gdzie mogę się oderwać od tego wszystkiego i napisać coś do was. Dziękuję, że tu jesteście!


Dziś pełnoletnia Katia wraca do was w bardziej kulinarnym stylu. Z okazji mini dnia wolnego postanowiłam zrobić próbę przed Świętami. Na urodziny dostałam cudowne stempelki do ciastek, które po prostu MUSIAŁAM wykorzystać! Piernikowy stempel podbił moje serce, ale gdy zobaczyłam ciastko śnieżynkę to zrozumiałam, że kocham Boże Narodzenie. Dziękuję Kasi i Mariuszowi za prezent, a wam na dole podaję przepis na najprostsze ciastka na świecie od Pani Doroty, zmodyfikowany "po mojemu". Pani Dorota jest moim guru cukierniczym. Żeby w kuchni było dobrze wszystko co wychodzi z piekarnika powinno cudownie pachnieć, pięknie wyglądać i smakować wyśmienicie. Ona ma to wszystko! A ja? Ja chętnie modyfikuje jej przepisy do własnych potrzeb. Koniecznie wypróbujcie!



Składniki:
  • 180g masła
  • 200g cukru pudru (dałam mniej, bo są okropnie słodkie)
  • 400g mąki pszennej
  • 1 jajko + 1 żółtko
  • szczypta soli
  • 3 krople olejku waniliowego
  • 5 kropli olejku migdałowego
 Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki wrzucić do robota kuchennego i zmiksować, aż ciasto będzie tworzyło gładką kulę. Ciasto owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30 minut.
Po schłodzeniu, odrywać kawałki ciasta i wałkować na grubość około 5 mm, podsypując delikatnie mąką. Wykrawać okrągłe kształty. Układać na papierze do pieczenia zachowując nieduże odstępy. Ja w tym momencie użyłam stempli i nadałam moim ciastkom niepowtarzalny świąteczny klimat.
Piec w temperaturze 180ºC z termoobiegiem przez około 10 minut.
Smacznego!



Ciasteczka pachną wyśmienicie i już połowa z nich zniknęła. Niestety nie wliczają się do mojej diety, więc po dwóch nastąpił mój limit. Próba się udała i na pewno będą brane pod uwagę przy przygotowaniach Wigilijnego stołu ze słodkościami, a będzie ich sporo. Stemple są po prostu rewelacyjne! Jeżeli znacie kogoś kto kocha piec to nie wahajcie się ani chwili, pędźcie do Home&You i kupujcie w prezencie! Ja się cieszyłam jak głupia kiedy stemplowałam moje krążki. Polecam!






Musicie się przygotować na wylew postów Świątecznych, nic nie poradzę, że kocham ten okres. Dajcie znać w komentarzu co lubicie w tym czasie najbardziej i co byście chcieli tu przeczytać. Mam już zaplanowane parę postów i powoli zacznę je publikować. Teraz lecę ugryźć jeszcze jedno śnieżynkowe ciasteczko, warto dla niego zrobić te 30 brzuszków więcej!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Lifestyle | Porażki czy sukcesy?

Macie czasami taki dzień, że uważacie się za największego idiotę na świecie? Jesteście pewni, że zapytani ile to 2+2 odpowiecie sześć? Tak? Świetnie, mogę więc was pocieszyć, że jesteście na blogu osoby, która swoim poziomem nie sięga wam nawet do pięt. Załóżmy, że jestem osobą, która marzy, że pewnego dnia zostanie absolwentką Akademii Medycznej, zatem ile procent z matury z biologii powinnam mieć? Na pewno nie 50? BINGO! To tak jakbym w 50% chciała zostać lekarzem, a w 50% walić wódę pod Żabką. Rano wóda, po południu pacjent. Co za życie.


Jestem jak jeden z tych rozpieszczonych bachorów z amerykańskich serialach o bogatych ludziach. dla nich to czy dostaną się do wybranego collage jest ważniejsze niż to czy umili rano zęby. Ja mam tak samo z uczelnią wyższą, ale staram się dbać o higienę jamy ustnej. Zostałam wychowana z zasada "nigdy nie jest tak dobrze, że nie można by było zrobić tego lepiej" i tak mi się to od małego przewija. Sukcesy pchają mnie do przodu i pomagają realizować marzenia. Uważam, że można podzielić ludzi na dwie grupy. Pierwsza, ci których porażka motywuje i drudzy, na których działa destrukcyjnie. Ja zdecydowanie jestem w tej drugiej grupie. Załóżmy, że jest z nami Tomek. Wszyscy znamy jakiegoś Tomka. Cześć Tomek, jesteś w pierwszej grupie. Nasz bohater wybiera się na zawody. Podczas biegu Tomek się przewrócił. Co robi? Wstaje i biegnie dwa razy szybciej wygrywając wyścig. Brawo Tomek! Co robi Katia? Schodzi z trasy wyścigu przeklinając wszystkich na około. Oj nie ładnie Katia. Ale zaraz zaraz. Katia chce nam coś powiedzieć. Mów Katio. Nie doprowadziłabym do mojego upadku, a gdy na mecie byłabym pierwsza stwierdziłabym "tak! Następnym razem zrobię to jeszcze szybciej". To jest właśnie druga grupa. Mnie motywują sukcesy, więc gdy na mojej, jak to się niektórym wydaje, drodze usłanej samymi sukcesami pojawia się porażka, ciężko mi ją znieść. Aktualnie przypadkowo usunęłam cały post w tym oto miejscu i jestem na tyle zła, że zaraz komuś przegryzę tętnicę. Wtedy człowiek umrze po 4 sekundach. O proszę, takich pytań to nie ma na maturze!



Co robię jeżeli mnie spotka pasmo złych rzeczy jak dziś? Ćwiczę. Lubię wtedy się zmęczyć i zapomnieć, że w ogóle musiałam dziś wyjść z domu. Piję herbatkę pisząc posty. Pamiętajcie - Depresja/złość/smutek (niepotrzebne skreślić) najlepszym czasem dla blogera. Dzisiaj cały dzień mam zamiar poświęcić na naukę, chociaż znając mnie i tak skończę przed telewizorem oglądając po raz setny Melisse i Joeya. A i żeby nie było! Dwa plus dwa to cztery. Szach mat, nie jest ze mną tak źle.

Czekam na wasze komentarze czy motywują was porażki, czy raczej sukcesy. I oczywiście pochwalcie się wynikami matur (jeżeli jest czym, nie tak jak w moim wypadku)! Zauważyłam, że odpisuję na bardzo małą ilość komentarzy. Postaram się to poprawić i nadrobić to co już skonociłam. Buźka kochani. Do następnego!

środa, 26 listopada 2014

NEWS | Top 3 kalendarze adwentowe.

Dla mnie kalendarz adwentowy to kartonik z czekoladkami. Oczywiście idea jest zupełnie inna niż rzeczywistość. Podczas gdy codziennie powinno się otwierać jedno okienko, ja w godzinę po kupnie kalendarza zjadłam już wszystkie czekoladki. Nie oszukiwać! Wiem, że wy też. Adwent to czas oczekiwania na Boże Narodzenie, a ja się już nie mogę doczekać. Nie ukrywam, perspektywa obżarstwa i lenistwa przemawia do mnie jak mało która. Poniżej przedstawiam 3 kalendarze, które nie są aż tak słodkie, ale ucieszą każdą kobietę!






Kalendarz z The Body Shopu zawiera same słodkości! Osobiście jestem zakochana w tym sklepie, więc nawet jabłkowa próbka, którą dostałam cieszy mnie niezmiernie. Wchodząc do salonu czuję się jak mała Frania w sklepie ze słodyczami. Wszystko pięknie pachnie i wygląda. I wiecie co? Możecie to mieć w domu. W każdym okienku znajdziecie malutką próbkę ze sklepu. I jak tu czekać do Świąt jak tak bardzo się chce otworzyć wszystkie?





Jeżeli jesteście lakieromaniaczkami jak ja to ten kalendarz jest dla was! Na każdy dzień inny kolor i 24 lakiery do kolekcji więcej. Zgodnie z zasadą, że lakierów nigdy dość, lećcie do sklepu po ten komplet. Ciate oferuje niepowtarzalny kalendarz w cenie co nieco wygórowanej. Jeśli jednak mieszkacie niedaleko Douglasa i macie w portfelu zbędne 200 zł to śmiało. Tylko na który lakier się zdecydować...





Zestaw z Benefit oferuje wszystko to co najlepsze w tej marce. W małych okienkach znajdziecie najpopularniejsze produkty. Kalendarz niestety nie jest dostępny w Polsce, ale śmiało można go zamówić w internetach za funty. Dla mnie sam pomysł takiego kosmetycznego kalendarza adwentowego jest fenomenalny! Zamiast kalorycznych czekoladek, które już przed świętami utuczą mój tyłeczek mogę cieszyć się codziennie czymś nowym.A po świętach przyjdzie czas na dietę i ćwiczenia, ha! Ta jasne...




Jestem w trakcie matur próbnych i... ojezu. Niby nie jest tak źle, ale i tak wszystko się okaże jak to sprawdzą. Cykam się przed piątkiem gdzie czeka mnie biologia i chemia.  Powoli można wyczuć atmosferę maturzystów. Nawet nie chcę myśleć, że 5 miesięcy skończę swoją edukację, no chyba, że nastąpią nieoczekiwane okoliczności. Kiedy się nie wie co tak na prawdę się chce robić jest ciężko. Ważne mieć wobec siebie realne, ale wysokie oczekiwania. Nie ma czegoś, czego nie da się zrobić lepiej. Chcę podążać za marzeniami i zrobię wszystko. Każda spadająca gwiazdka i inne takie mają u mnie jedno życzenie. Za bardzo się stresuję? Jestem ambitna. Jestem konsekwentna. Ale jeżeli nie dostanę się tam gdzie chcę to skoczę z mostu. Albo zamieszkam w Only Kebabie i będę tak gruba, że nie będą w stanie mnie wynieść. Szach mat, podaj kolejne rollo.

sobota, 22 listopada 2014

Just TwoCommas | Na gorszy dzień...

Od rana mój dzień to pasmo niepowodzeń. Niepowodzeń przez ogromne N! Moje śniadaniowe pancakes wylądowały w koszu pod zlewem, porwałam ulubioną koszulkę i zupełnie nie mam pomysłu na post. Każdy się kończy katastrofą. Jestem zwolenniczką zasady "nie wiesz co napisać- nie pisz nic!", ale nie tym razem. Czasami trudno jest ugryźć temat, czasami zakończyć puentą. Najważniejsze by robić coś z pasją, a tego mi nie brak. Czytajcie kolejny mój wpis i komentujcie!



Sytuacja wczoraj. Jestem w sklepie, dużej galerii. Otaczają mnie piękne kobiety i wystrojeni faceci. Patrzę na siebie. Po całym dniu w szkole, w rozmazanym makijażu i w za dużym swetrze, nie oszukujmy się, nie zachwycam. I nagle robię największy błąd! Porównuję się do innych. Nie muszę mówić, że w minutę poczułam zażenowanie i po prostu wstyd. Czy to, że nie zawsze jesteśmy tak idealni jakbyśmy chcieli oznacza, że powinniśmy psuć sobie dzień? Przecież nie ma ludzi idealnych. Czasami się uda, czasami nie. Nasze dni są jak moje pancakes, nie wszytskie są udane.

Jesteśmy porównywani do innych na każdym kroku. Bo Kaśka ma lepszą pracę, Tomek samochód, a Andżelka cycki. Nie uciekniemy przed tym. Nie schowamy się również przed oceną innych. Jak sobie z tym radzić? Pewnością siebie. Spójrz w lustro i powiedz "Dziś jest mój dzień i nic tego nie zepsuje". Powtarzaj tak długo, aż nie uwierzysz. Czy działa? Nie. Na pocieszenie powiem, że pewności siebie da się nauczyć. Chociaż nie zawsze można wmówić sobie, że jest dobrze, to próbujmy. A gdy spotka nas jeden z tych gorszych dni... od czego mamy czekoladę, zakupy i w ostateczności... kolejne zakupy. (:


Możecie powiedzieć, że jestem optymistką. Nie jestem. Prowadzę tego bloga od prawie roku i nigdy nie myślałam, że ludzie zachcą go odwiedzać. Skończyłam teorię w szkole jazdy i w życiu bym nie pomyślała, że instruktor mnie wyróżni. Żeby działać w życiu trzeba chcieć. Trzeba chcieć coś zmienić. Trzeba chcieć stawać się lepszym i się realizować. Zbliża się koniec roku. Zastanawiam się nad postanowieniami noworocznymi. Może jeszcze za wcześnie ale już czuję tę magię.

W gorsze dni mogę radzić tylko jedno. Bądźcie szczerzy sami ze sobą. Szukajcie sukcesów. Macie przecież ich całą masę. Kochający chłopak, ciepły dom czy te 3 brzuszki wczoraj. Nie gubmy się w optymizmie. Bądźmy zdrowymi realistami. Rzeczywistość nie jest taka zła. Chyba, że w Mohito. Tam jest okrutnie. Pełno pięknych rzeczy, mało pieniędzy. Tak czy owak, nie porównujcie się do innych. Jesteście cudowni właśnie tacy jacy jesteście, a kiepski dzień to tylko kolejny nieudany pancake w moim koszu.

środa, 19 listopada 2014

Lifestyle | WrocLOVE. + rozwiązanie konkursu!



Zabieram się do napisania tego postu już milionowy raz i ciągle mi wywala ze strony. Jeżeli to się stanie jeszcze raz to rezygnuje! W weekend wybrałam się na krótki trip po Wrocławiu z moim kochaniem. Poświęcę temu 2/3 postu, kolejną część na rozwiązanie konkursu. Będzie obszernie, więc GET READY!






Zoo we Wrocławiu jest cudowne! Jeżeli będziecie w pobliżu to zdecydowany must see! Może to ja jestem zacofana, ale po wejściu do nowego Afrykarium (jedynego w Polsce btw) myślałam, że się posikam jak mała dziewczynka na widok różowej sukienki z cekinami dla lalki. Pamiętam jak byłam mała i odwiedziłam parę zoo. Uwierzcie to nie to samo! Mając te kilkanaście lat (bliżej już do kilkudziesięciu niestety) patrzysz zupełnie inaczej. Osobiście byłam pod mega wrażeniem jeśli chodzi o lamy. Żadna nowość jestem ich fanką. Zoo jest na tyle duże, że można zarezerwować cały dzień na długaśny spacer wśród rysi, misi i małpek. Zachwyciły mnie również liczne obiekty zabudowane: terrarium, ptaszarnia czy Madagaskar. W tych budynkach były małe pomieszczenia gdzie wchodziło się w ekosystem tych zwierząt i było się wśród nich. Polecam polecam polecam!


Samym Wrocławiem jestem równie zachwycona jak i zoo. Znalazłam nawet restaurację Lwowską, prawie jak w domu, nieprawdaż? Zwiedzaliśmy rynek od 7, a większość przechodniów wracała z imprezy skacowanym krokiem. Uwielbiam zwiedzać i podróżować. Wrocław jest piękny, nawet jesienią. Byliśmy 7 godzin na nogach i po prostu padliśmy na koniec. Widzieliśmy tyle ile zdążyliśmy do otwarcia zoo. Nie mogłam się doczekać lam i marudziłam gorzej niż starsza pani w autobusie. Sami rozumiecie, Daniel miał ze mną ciężko.


Jak już podałam na fejsie konkurs wygrała Klaudia z Gdyni. Czemu? Niestety nie mam prawa przytaczać jej maila, ale postaram się uzasadnić. Klaudia wybrała post Vintage Look i zapraszam do czytania. Zawsze chciałam zmienić coś. Świat zmieniają mali ludzie, tacy jak my i wcale nie chodzi tu o to, że jestem karzełkiem. Chce przekazywać pozytywną energię, żebyście wchodzili na tego bloga i codziennie dostawali zastrzyk motywacji do działania i temat do przemyślenia. Klaudia to wszystko ujęła. Napisała o tym co ją zastanawia i co zmieniają moje posty. Serdecznie gratuluję! Mam nadzieję, że dalej mogę na was liczyć. Buźka!