środa, 29 października 2014

Fashion | Płaszcz teoretycnie idealny.

Dzisiaj raczej troskę teorii, do której jak dowiecie się na końcu, nawet ja się nie stosuję. Uważam, że jeżeli dany ciuch pasuje mi idealnie do figury, lecz na sam jego widok mam ochotę wrócić drugie śniadanie, to nie jest to coś co koniecznie muszę mieć w szafie. Nigdy nie kierowałam się kanonami "bo to pasuje" do twojego typu figury. Ludzie, mamy przecież oczy i możemy ocenić czy to wygląda dobrze czy jednak wyglądamy jak zawinięte w worek na śmieci. Skąd więc taki pomysł na post? Sam pomysł sięga jeszcze tamtej zimy kiedy postanowiłam całkowicie zmienić moje nakrycia wierzchnie na płaszcze. Szukałam pewnych wskazówek i porad czego mam wypatrywać na witrynach. Czy znalazłam? Tak, wszystko i nic. W dzisiejszym poście nie wymyśliłam nic nowego, wszystko co tu przeczytacie będzie zerżnięte z internetów. Tak właśnie. Postaram się to jednak posortować i zbudować jeden jasny test. Oceńcie jak mi się udało.

Laura Clement

Długi płaszcz

Jeżeli jesteś szczupła i wysoka to... jesteś szczęściarą. W temacie nakryć możesz sobie pozwolić na długi za kolano w stylu "nagiego pedofila" w płaszczu do kostek. Może też się zdarzyć, że twoja figura pozostawia dużo do życzenia, wtedy wybierz parkę, która sprawi, że będziesz wyglądać apetycznie. Jeśli mam być szczera to ten typ płaszczu jest niezwykle elegancki i ciężko się go nosi. Młode dziewoje moje, raczej omijajcie.

Top Secret
Płaszcz krótki

Masz ładną pupę? Pochwal się zakładając krótki płaszczyk. Jeżeli nie jesteś szczęśliwą posiadaczką miseczki C, możesz wybrać zawsze modne futro, które uwypukli Twoją klatkę piersiową. Dziewczyny bez talii powinny zaopatrzyć się w płaszcz z delikatnym wcięciem i dwurzędowymi guzikami.

Simple

Płaszcz pudełkowaty

To jest coś co wisi u mnie w domu. Nawet kolor mam taki sam jak ten u góry. Teoretycznie płaszcz ten jest dla osób o wąskich ramionach i raczej dla pań o figurze jabłuszka. Nie przyznaję się do niczego co teoretycznie powinnam mieć. Lubię ten płaszcz bo chowam się w nim od zimna. Płaszcze oversize są  nie tylko wygodne ale i ciepłe. Nie polecam oczywiście małym calineczkom, które w takim płaszczu będą wyglądać jak w tytułowym pudełku.

Poniżej mam jeszcze parę zasad dobierania płaszczyka:

Jesteś wysoka?
  • długi płaszcz do ziemi urozmaicony kieszeniami, dużymi guzikami itp.
Masz wąskie ramiona?
  • wybierz płaszcz pudełkowy 
  • płaszcz z ozdobnymi klapami na ramionach świetnie się sprawdzi
Masz chłopięcą figurę?
  • załóż pelerynę
  • zdecyduj się na większa liczbę ozdób
  • może być wzorzysty, kolorowy i wykonany z różnych tkanin
  • możesz wybrać też oversize'owy fason
Nie masz talii?
  • postaw na styl militarny
Masz pełne kształty?
  • wybierz parkę
  • prosty krój płaszczu jest dla ciebie
  • najlepiej z pionowymi szwami
  • powinien się kończyć w najatrakcyjniejszym miejscu nóg
Masz szerokie biodra?
  • załóż krótki płaszczyk-kurtkę najlepiej wiązany w pasie
  • wybierz płaszcz w dużym kołnierzem, który wyrówna proporcje
  • płaszcz o linii A
  • ozdobne klapy i pagony, wyrównają proporcje
Masz mały biust?
  • futro jest dla ciebie
  • wybierz płaszcz dwurzędowy
  • u gruszek dobrze sprawdzi się płaszcz z dużym kołnierzem
  • wybierz płaszcz z ozdobnymi klapami lub pagonami
Jesteś niska?
  • wybierz płaszcz przed lub do kolana
  • odcięcie pod biustem jest dla ciebie
  • załóż płaszcz w w stylu lat 60-tych - krótkie, z okrągłym kołnierzykiem tuż przy szyi
Masz duży biust?
  • wybieraj płaszcze jednorzędowe
  • dobrym rozwiązaniem jest też głęboki dekolt
  • płaszcz powinien być rozkloszowany a talia dopasowana
  • jeśli jesteś klepsydrą, świetnym wyborem będzie płaszcz z paskiem


Pamiętajcie, że to wy się musicie dobrze czuć w tym co nosicie. Życzę powodzenia w wybieraniu płaszcza i przypominam o KONKURSIE. Czekam na wasze zgłoszenia, nie bójcie się, nie będziecie pierwsi. Buziaki i zostańcie ze mną.

niedziela, 26 października 2014

AfterParty | I'm a panter! + KONKURS

Dzisiaj mam dla was kolejną dawkę moich codziennych selfie, a na deser dorzucę mały konkurs z okazji 100 lajków na moim fanpage na fejsie! Nawet nie wiecie jak się cieszę, chociaż zdaję sobie sprawę, że 1/3 jest z sympatii do mnie, a reszta żeby mieć spokój. Tak czy owak, lecę po herbatkę i zaczynam post. Zostańcie ze mną!






Dziękuję mojemu kochanie za moją nową piżamkę! Oficjalnie zostałam panterą. Tak bardzo się dziwiłam fenomenem tych jednoczęściowych kombinezonów, ale wiecie co? Są cudowne! Nie dość, że ciepłe, wygodne, to jeszcze nie przejmujesz się czy masz skarpetki albo czy koszulka nie jest za krótka. Macie jednoczęściowe piżamki? Dajcie znać w komentarzu w jakie zwierzątko zmieniacie się po zmroku!






Dzisiaj niestety skończyłam swoją pracę niani. Dało mi to wiele zabawnych wspomnień i historyjek do opowiedzenia przy drinku. Moja cierpliwość została wystawiona na niezłą próbę, teraz nawet tabun hiszpańskich byków mnie nie ruszy. Byłam piratem, wikingiem, lordem, autem, słoniem, dinozaurem, kwiatem, drzewem, kotem i pterodaktylem. Jeżeli macie młodsze rodzeństwo to wiem co przeżywacie. Czy współczuję? Czasami. Uwierzcie mi jednak, że nie ma większego szczęścia kiedy dziecko szepcze ci na ucho, że bardzo Cię kocha i dziękuje. Wtedy nawet to, że musiałam udawać konika przez 4 godziny przestaje mieć znaczenie. A no i nie konika, tylko patatajka!



Jeżeli jesteście przelotem w Szczecinie i chcecie zjeść w miarę tanio, a przede wszystkim dobrze to zapraszam na makarony do Canteen w Galaxy. Na początek ten cały system może odstraszyć takiego zwykłego frytkowicza jak ja, ale po pierwszym razie wszystko staje się łatwiejsze. Wciąż mówimy o jedzeniu...? Wracając do pysznego jedzenia to warto spróbować Carbonarę, Pesto z bazylii i makaron ze szpinakiem i suszonymi pomidorami. Wiecie co mnie tam zaczarowało najbardziej? Przygotowanie trwa 3 minuty, a ja mogę swobodnie przyglądać się co mój kucharz właśnie robi. Ceny zaczynają się od 10 zł więc tragedii nie ma, chociaż naprawdę dobrze zjeść można od 15. Porcje są bycze, a na koniec... parmezanu szefie!





Wraz z pracą skończyły się też pieniążki i znowu mój portfel przypomina raczej pusty słoik po ogórkach niż sakiewkę z Mohito, którym jest. Dziwne uczucie mieć portfel za kupę szmalu (jeden z moich kaprysów za czasu "wypłat", tęsknię :C ), a w środku nie mieć nic. Od przyszłego tygodnia znowu ruszam w rejs po lumpeksach i spodziewajcie się małych haulów. Chcecie żeby wróciły notki ze stylizacjami? Dajcie znać w komentarzu!



Ten ciasteczkowy babeczkowy potwór mnie całkowicie zaczarował. Był niestety tak nieziemsko słodki, że nie podołałam, a to w moim przypadku rzadkość, serio. Lokalne kawiarnie są świetną alternatywą dla sieciówek takich jak Columbus czy Strabucks. To tak jak ze sklepami. Sieciówki mają to do siebie, że wszędzie jest to samo. Dopiero w takich perełkach jak ta można znaleźć niebieskie babeczki, prawdziwą gorącą czekoladę, nie kiepskie kakao. Czasami opłaca się być hipsterem.








Ja do teraz nie mogę w to uwierzyć! STO? Na prawdę? To oznacza, że te sto osób musiało przynajmniej kliknąć guzik. Oficjalnie pierwszy mój post pojawił się pierwszego stycznia, chociaż na prawdę blogować zaczęłam w kwietniu. Z małymi przerwami jestem do teraz. Dla mnie największa nagrodą jest to, że robię to co lubię, piszę to co chcę, a ludzie czytają bo chcą. Każdy komentarz, każdy lajk jest takim małym dziękuję. Ja postanowiłam zrobić dla was duże dziękuję i zapraszam na konkurs!







KONKURS Two Commas And One






Może zacznę od nagrody! Mam dla was masło do ciała od Body Shop warte 70 zł. Pewnie pamiętacie jak parę postów temu mówiłam na temat jak bardzo lubię balsam od Ziaji. Nie dawno odwiedziłam sklep firmowy Ziaji i okazało się, że mój balsam został wyprzedany. Idąc w stronę Rossmana wstąpiłam do Body Shopu i... zakochałam się na zawsze! Pani była bardzo cierpliwa i zrozumiała, że chcę powąchać wszystko! Zostawiłam tam prawie 100 zł, ale było warto, każdej złotówki!

Zasady są proste. Żeby wziąć udział w konkursie musisz polubić mój fanpage na facebooku (LINK) i skomentować ten post (lub wysłać mi maila na adres katia.katula@gmail.com). Co trzeba wpisać w treści? Napisz, który post podobał Ci się najbardziej i dlaczego. Najbardziej pomysłowa i szczera odpowiedź zostanie nagrodzona pysznie pachnącym balsamem (sama mam marakuje i od wczoraj nie mogę przestać się wąchać, chyba oszalałam). Konkurs trwa od 26.10 do 16.11.14 roku, godzina 16:00. Zwycięzcę ogłoszę w poście na blogu i na fejsbuku. Jeżeli zobaczysz swoje nazwisko musisz podać mi dane do wysyłki w ciągu 24h. Jeśli tego nie zrobisz Twoja nagroda powędruje do kogoś innego. Wysyłam masełko w ciągu 7 dni roboczych. W razie pytań czekam na komentarze lub maile. POWODZENIA!







czwartek, 23 października 2014

Lifestyle | Z Katią na pierwszej randce.

Jest! Stało się, w końcu jakiś nieszczęśnik (w gruncie rzeczy ogromny "szczęśnik") zaprosił Cię na małe spotkanko. Niby nic, niby tylko spacer, niby spontaniczny wypad na Cheesburgera bo przecież i tak idziecie w tą samą stronę. Na swoje nieszczęście (stąd ten  nieszczęśnik) zaplanował to miesiąc wcześniej, powiadomił wszystkich swoich znajomych żeby mu nie przeszkadzali, a Tobie kazał być punktualnie. Jeśli zauważasz te symptomy, bądź pewna- to jest randka! Ekspertem nie jestem ale przygotowałam parę porad jak nie zepsuć tego pierwszego spotkania. Enjoy!



Mogłabym po prostu to wypunktować, ale wtedy to by straciło cały sens. Podstawową wadą kobiet (moją niestety też, przyznaję) jest popadanie w euforię. Rozumiem, że to jedyny facet od pół roku, który się Tobą zainteresował i nawet to, że nie ma dwóch zębów, jego szafa ogranicza się do dwóch dresów i nie do końca jesteś pewna za co tak naprawdę siedział w więzieniu,  nie przeszkadza ci widzieć w nim boskiego Adonisa. Jesteś super babka, bądź wybredna. Kiedy już jednak stwierdzisz, że dany egzemplarz spełnia Twoje chociażby minimalne wymagania, a do tego nie został skazany za gwałt podczas pierwszego spotkania, to wiedz, że już wygrałaś. Sprawa druga, skoro zgodziłaś się na to spotkanie, poświęć mu całą swoją uwagę. Tak, dobrze wiesz co to oznacza. Zero telefonu! Uwierz mi świat fejsbuka przeżyje bez ciebie, a Twoja przyjaciółka wybierze odpowiedni kolor bluzki sama, ten jeden raz oczywiście. Może i wmawiasz sobie, że to tylko jedno spotkanie i nic nie znaczy. Ja natomiast dobrze wiem, że oczyma wyobraźni widzisz mały dom z ogródkiem gdzie ty i Twoja córeczka malujecie sobie paznokcie, a Twój mąż gra w piłkę z synkiem. Pies lata na około, a sąsiedzi zapraszają na barbecue. Jedna mała rada- przestań! Załóżmy, że facet, który Cię zaprosił, a teraz siedzi na przeciwko, mógłby śmiało brać udział w reklamie Orbit albo Hugo Bossa. Nawet ta tona szpachli jaką nałożyłaś nie zakryje Twojego rumieńca podczas gdy Ty siedzisz i raczej przypominasz pieska z kiwającą główką niż kandydatkę na kolejne spotkanie. Mam nadzieję, że dość szybko dojdzie odpowiedni impuls do Twojego mózgu i przestaniesz, oby.



 Zamiast ciągle przytakiwać, zaintryguj go. Nie zgódź się z czymś, wyraź swoją opinię, no dawaj, przecież wiesz, że jesteś w to dobra, miało się tą 3 z ostatniej rozprawki! W świecie, w którym własna opinia jest cenniejsza niż ropa z Kuwejtu, nie ma miejsca na kiwanie głową. Sprawa myślę, że ostatnia, ale równie ważna! Nie zgrywaj niedostępnej. Wiem, że to zawsze jest na pierwszej liście w tych kolorowych czasozabijaczach, też je czytam. Ale dziewczyno, na miłość boską, jeżeli facet Ci się podoba, pokaż mu to. Pozwól się odprowadzić do domu, zaprosić na następne spotkanie, przyjmij komplement. Jemu też sprawia radość, że może Cię uszczęśliwić. Nie rób z siebie wiecznie zajętej i nieosiągalnej mimozy. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja kiedy dostrzeżesz w portfelu swojego adoratora żółte papiery. Wtedy biegnij, jak najdalej i jak najszybciej!

Mam nadzieję, że chociaż troszkę pomogłam. Macie jakieś doświadczenia albo rady odnośnie tematu? Czekam w komentarzach jak zawsze! Buźka.

wtorek, 21 października 2014

Check it! | Top 4 na jesień.


Dużo mam teraz postów tematycznych związanych z porą roku, to prawda. Wynika to z tego, że osobiście NIE ZNOSZĘ jesieni. Próbuję więc to sobie jakoś umilić i wprowadzić mniej nienawistną atmosferę na blogu. Dzisiaj w ramach dnia wolnego od edukacji ustanowionego przeze mnie samą podrzucam wam moje top 4 produkty na małe chłody, ale i nie tylko. Czytajcie i biegiem do Rossmana!

1. Masło kakaowe, Ziaja






Uwielbiam i to nie tylko jesienią. Właściwie to używam je przez cały rok. Dlaczego akurat to? Po pierwsze zapach! Kocham czekoladę i wszystko z nią związane. Jeżeli tak jak ja śmiało możesz się zapisać do grupy Anonimowych Czekoladoholików to zaoszczędź sobie czasu i zamiast na spotkanie pójdź do drogerii. Po drugie? Więcej zapachu! Wiadomo nie od dziś, że czekolada jest antydepresantem. A czego potrzebujemy bardziej niż zapachu szczęścia w deszczowy dzień? Smaku szczęścia! Chociaż nie radzę próbować... smaku nie ma na mojej liście zalet. Po trzecie konsystencja! Masło szybko się wchłania co oszczędza mi wiele czasu po kąpieli. Skóra jest mięciutka, a ja się czuję jak duża czekoladowa bomboniera.

2. Krem do rąk, Ziaja





Dwa razy Ziaja w moim rankingu dziś. Lubię tę firmę ze względu na dość niską cenę i całkiem dobrą jakość. Lubię też to, że wszystkie produkty są posortowane w linie. W każdej linii można znaleźć wszystko- kremy, mydła, toniki, etc. Jakiś rok temu na święta kupowałam mojej ukochanej babuszce cały zestaw i dostałam w prezencie ten oto kremik. Oczywiście nie ten sam bo zdążyłam go wymienić już z 4 razy, ale no wiecie o co chodzi. Przyznam się, że nie lubię kremów do rąk z wielu powodów. Ten całkowicie zawładnął moimi dłońmi! Największa zaleta? Wchłania się tak szybko, że nie pamiętam czy smarowałam czy nie. Opakowanie jest malutkie i eleganckie. Czas go włożyć do torebki i chronić swoje rączki.

3. Perfumy IN2U, Calvin Klein




Moje pierwsze poważne, oryginalne perfumy. Jako, że pryskam się zawsze milion razy w ciągu dnia, dostałam ich cały baniak. Powiem szczerze, że utrudnia mi to noszenie ich ciągle ze sobą, bo są po prostu ciężkie. Zdaję sobie z tego sprawę, że perfumy są bardziej indywidualną sprawą niż wybór zestawu w fast foodzie, ale nie mniej jednak polecam McZestaw z powiększonymi frytkami i Spritem. Jestem ciekawa jakie wy macie perfumy, więc czekam w komentarzach.

4. Waniliowy sztyft, Carmex






Z czystym sumieniem polecam! W tamtym roku miałam truskawkowy w tubce. Nie byłam do końca zadowolona z dwóch powodów. Jednym nich była moja nieumiejętność korzystania. Zawsze wycisnęłam albo za dużo, albo rozsmarowałam sobie po całej twarzy ale nie po ustach. Sztyft rozwiązuje mój problem. Wystarczy, że przeciągnę parę razy po ustach i mam nasmarowane to co powinno być, z przy okazji nie zużywa się tak szybko, a raczej nie marnuje tak wiele. Po drugie Carmex zawiera mentol, który w dość przyjemny ale dziwaczny sposób szczypie w usta. Truskawka i mentol? To nie był najlepszy pomysł, chociaż znam i ich zwolenników. Mój ukochany stwierdził, że ta pomadka pachnie jak odświeżacz do samochodu. Mi bardziej przypomina zapach budyniu. Kto o czym...

I tak doszliśmy do końca mojej listy. Mam nadzieję, że się podzielicie opiniami i własnymi Top 4. Na marginesie, jak mija jesień? Buźka, do następnego.

niedziela, 19 października 2014

Lifestyle | Czy jesteś karczochem?

Na wstępie pochwalę się, że mój dom powoli przypomina coś co zamieszkują ludzie. Daje mi to możliwość do stworzenia czegoś, a nawet (tak, tak) pouczenia się. W końcu zebrałam się i powtarzam materiał. Zgodnie z zasadą "co za dużo to za dużo" przechodzę do dzisiejszego tematu. Wczoraj miałam przyjemność porozmawiać z panią stylistką w jednym z szczecińskich centrów handlowych. Przyznam, że dużo mi to dało do myślenia i oto tak powstał dzisiejszy post. Chcę pokazać czym jest pewność siebie w trzech aspektach: zachowanie, wygląd, praca/szkoła. Po rozmowie z panią, której imienia niestety nie jestem w stanie przywołać, wysuwa się jeden wniosek. Polki nie umieją się zdecydować czy są zarozumiałym karczochem czy kobietą z pazurkami. Zapraszam.


Zachowanie, czyli pewność siebie, a arogancja.

Większość z nas, która czyta kolorowe pisemka (przyznaję się, kolekcjonuje Glamour od lipca) i czyta forum, na którym wypowiadają się typowe matki polki powie, że kobieta czym ostrzejsza tym lepsza. Uwierzcie mi drogie panie jest różnica pomiędzy zadziornością, z klasycznym chamstwem. Znam oba te przypadki i jedyne co mogę powiedzieć o drugim typie - te panie są nieprzyjemne. Jest cienka granica, której nie należy przekraczać, tak samo jak cienka jest granica pomiędzy sosem tabasco, a czekoladą z chilli. Wyczuj ją.

Wygląd, czyli pewność siebie, a wulgarność.

Czy kobieta ubrana w obcasy, spódniczkę i top jest pewna siebie? Tak. Ale czy jest wulgarna? To już zależy od samej kobiety. Można się nosić na wiele sposobów. Jest pewna różnica pomiędzy dziewczęcą zwiewną sukienką, a obcisłą mini. Nie chce popadać w stereotypy i upodabniać się do pani Tereski z pierwszego rzędu w kościele, która przez trzy godziny narzeka na młodzież przy windzie z panią Zofią. Krew mnie zalewa kiedy widzę na prawdę ładną dziewczynę, która odkrywa wszystkie karty. Po zasiadać do stołu skoro nic cię nie zaskoczy?



Praca/szkoła, czyli pewność siebie, a zuchwałość.

Mam dla was mały test, wystarczy jedna odpowiedź tak/nie. Uwaga. Nie masz dobrych ocen, ale walić szkołę bo przecież i tak cię nic dobrego nie nauczą, a ty zjadłeś magiczne mango i masz super wiedzę na każdy temat? Jeżeli tak to proszę, skończ czytać tego bloga. Moje pytanie jest oczywiście metaforą, ale mam nadzieję, że zrozumieliście. Umieć coś zrobić dobrze, a być przekonanym, że robi się to najlepiej to nie to samo. Bo nawet obsługa ksero kiedy jesteś przemądrzałym karczochem może ci sprawić psikusa.

Dzisiaj post pół żartem, pół serio. Nie mogłam niestety napisać wszystkiego co bym chciała bo długość posta zanudziłaby was od samego patrzenia na niego. Czekam na wasze doświadczenia w komentarzach. Trzymajcie się.

wtorek, 14 października 2014

Lifestyle | Uwaga jesień!

Pozbyłam się większości kartonów z podłogi,  mam już na czym spać, ale co najważniejsze - mam internet w domu! W końcu house is home moi drodzy.  Dzisiaj mnie dopadł typowo deszczowy humor. Szczerze to nie rozumiem ludzi, którzy lubią jesień.  Niestety z wyjątkami paru pięknych chwil naszej "Polskiej złotej jesieni" musimy tolerować szare, deszczowe dni. Oto moje 5 powodów dlaczego nie mam ochoty wychodzić z domu.



1. 6 rano to środek nocy!
Od kiedy zamieszkałam w Nibylandii (moje mieszkanko jest na obrzeżach obrzeży) zostałam zmuszona do opuszczania mojego ciepłego rozsuwanego tapczana już o 6! I wiecie co? Jest ciemno. Czuje się jakby to była 2 rano i nawet perspektywa ciepłej kawy nie dodaje mi energii żeby wstać.  Liczba spóźnień do szkoły?  Milion.

2. Błoto
Zastanawiam się nad kupnem kaloszy, a najlepiej takich do ud jak wędkarze.  Tak zupełnie na serio to nie cierpię błota. Najacze są brudne, obcasy usyfione, a moja ochota by wyjść na dwór spada do zera. Czy tak trudno zrobić normalne chodniki?

3. Płaszcze
Wraz z sezonem na kalosze i kubki termo przychodzi czas na to by przestać biegać po dworze w koszulce, która zasłania tyle co przezroczysta firanka u cioci Krysi. Musimy założyć ciężki płaszcz i mając na uwadze jego masę dokładnie wybrać cel podróży.  Nie ma nic gorszego od noszenia palta przez parę godzin po centrum handlowym. 



4. Pogoda
Wychodzę na dwór - pada.  Jestem w szkole - słońce. Idę na spacer?  Tornado i huragan Katrina. I wiecie co? To wszystko w jeden dzień. Brakuje jeszcze gradu, ognistych komet, plag egipskich i Noe w arce. Czekam.

5. Brak humoru
Jesień to depresja.  Jesień to ciepła herbata i koc. Jesień to przytulenie do mojego mężczyzny i siedzenie tak milion lat. Najchętniej wpadłabym w sen zimowy i obudziła wiosną. 

Podobno są też plusy tej pory roku i jeżeli jest ktoś kto je zna proszę o podzielenie się ze mną.  Czekam w komentarzach.  Buziaki. 

PS. Mam nadzieję, że wrócę do regularnych postów. Trzymajcie kciuki!

sobota, 27 września 2014

Lifestyle | Dlaczego jestem małą kłamczuszką?

To mój pierwszy post od bardzo dawna, ale nie mam zamiaru się jakoś szczególnie tłumaczyć.  Wychodzę z założenia, że zamiast pisać kupę, lepiej poczekać na przypływ nowych pomysłów.  I na to właśnie czekałam.  Odwołałam wszystkie projekty, umarłam w internecie. A dziś wracam z postem dość nietypowym bo... z mini spowiedzią. Zapraszam tych co jeszcze nie wyrzucili tej stronki ze swojej przeglądarki. 



 

Jak to mówił cudowny "dr. Dom" - everybody lies. Istnieje wiele mitów na temat tego,  że kobieta mówi jedno, robi drugie, myśli trzecie, a czepia się o czwarte.  Pewnie jest w tym odrobina prawdy, ale dzisiejszy post będzie o moich najczęstszych kłamstwach, a nie o sposobach mężczyzn na usprawiedliwienie tego,  że nie może znaleźć cukru.  Powinien przecież wiedzieć że jest w szafce z makaronem, w pudełku z napisem "KAWA". (:


Jest okej. Nie wiem jak wam, ale mi się to zdarza mega często.  Czemu?  Zwyczajnie z lenistwa.  Wolę powiedzieć, że u mnie po staremu zamiast tłumaczyć pierwszemu przechodniu dlaczego Edyta kupiła skarpetki w jeże. Zgodnie z zasadą "nie chwal się swoim ( lub Edytki) szczęściem". A jak jest mi smutno?  Czekolada nie pyta, czekolada rozumie. Chociaż idąc tym tropem byłabym emocjonalnym glonem uwięzionym w wielorybim ciele rozlanym przed tv. Dlatego radzę jedno, wyrzućcie zwrot "jest okej" w stosunku do przyjaciół. 



Podczas mojej separacji z internetem dostałam mega dużo pozytywnych komentarzy i to prosto w twarz. Dziękuję przede wszystkim Dominice za super słowa, których się zupełnie nie spodziewałam. Myślę, że parę tych malutkich głosów sprawiło, że dziś znowu siedząc na podłodze w garderobie piszę posta. A propo garderoby... noszę push upy i zupełnie się tego nie wstydzę! No cóż matka natura nie jest sprawiedliwa.  A ty moja droga czytelniczko zapamiętaj, jeżeli coś sprawia, że czujesz się atrakcyjna, makijaż, wysokie obcasy, grzywka na pół twarzy (wciąż nie wiem jak one się trzymają,  ale te dziewczyny utrzymują koncerny lakierów do włosów przy życiu), to rób to. Czemu?  Bo życie jest wystarczająco ciężkie, żeby jeszcze dokładać sobie i przejść przez nie ze świadomością, że wyglądasz jak worek na śmieci wypchany galaretką. 


Lubię liczbę trzy, więc planowałam trzy oszukaństwa, niestety czas mi nie pomaga.  Jestem w trakcie przeprowadzki i cały dom stoi na głowie. Czekam w komentarzach na wasze małe nieszkodliwe kłamstewka. I dziękuję za wszystkie dodane podczas mojej nieobecności.  A no, od jutra nie jem słodyczy.  Ot i jest trzecie. Buźka. ♡