niedziela, 26 kwietnia 2015

Lifestyle | 5 tytułów, na których płakałam jak bóbr

Hej kochani! Na sam początek musicie mi wybaczyć moją nieobecność tutaj. Niestety muszę powiedzieć, że do czasu matury będę tutaj coraz rzadziej. To nie kwestia nauki, lecz mojej organizacji czasu. Samo wejście na bloggera i odwiedzenia waszych blogów, przeczytanie komentarzy i napisanie posta zajmuje moją głowę na pół dnia. Uwierzcie mi, że ubolewam nad tym niezmiernie. Pomimo, że statystyki będą lecieć na łeb, na szyję, będę tu wchodzić, bo nie piszę dla wykresów, lecz dla ludzi, a przede wszystkim dla własnej realizacji. Dzisiaj przygotowałam moją mini listę książek oraz filmów, które mnie wzruszyły i zdarzyło się jakąś łezkę uronić. Na początku chciałam zrobić listę składająca się z samych książek, ale dotarło do mnie, że oprócz Harrego Pottera i lektur niewiele mam na półce. Tak czy owak, zapraszam do lektury i komentowania mojego rankingu. 




Samotność w sieci - Janusz Wiśniewski

Książka, po którą sięgnęłam po lekcji polskiego. Na którymś ze sprawdzianów z czytania ze zrozumieniem dostałam pod nos fragment tej książki. Czytając ją potem oczywiście olałam wszelkie środki stylistyczne i inne interpretacje. O czym jest ta książka? Mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością spotykają się online w czasach kiedy internet jeszcze nie opanował naszych telefonów. Ja się popłakałam w połowie czytając o historii Natalii i nadal nie wróciłam do lektury. Może po maturze?

Nietykalni

O tym filmie pisałam milion razy i tyle samo razy go oglądałam. Na próbnej maturze podałam go jako inny tekst źródłowy, a sprawa kupienia do na DVD jest kwestią czasu. Zabawny, poruszający i z cudownym soundtrackiem. Trudno jest powiedzieć czemu się szlocha, ale robi się to z uśmiechem na ustach. Kiedy napisy wjeżdżają na ekran nie czujesz się smutny, chcesz więcej i więcej. 


Zielona mila

Film, który doprowadził mnie do łez szybciej niż krojenie cebuli do sałatki. Już po 10 minutach utonęłam w chusteczkach i musiałam wyłączyć. Co prawda wracałam i zbierałam się w sobie parę razy aby przetrwać ten film. Udało mi się zapamiętać jedynie krótkie fragmenty, które sprawiały, że znów zaczęłam płakać. Polecam tym, którzy lubią filmy psychologiczne i mają mięciutkie chusteczki.

O psie, który jeździł koleją - Roman Pisarski

Tak to już jest, że krzywda zwierząt rusza nas bardziej niż krzywda ludzi. W końcu czym biedny psiak sobie zasłużył na zły los. Pierwsza lektura, którą przeczytałam i przez tydzień płakałam. Na nic zdały się wywody pani z podstawówki, że przecież to tylko książka. Lektura dosyć smutna i myślę, że nawet dzisiaj czytając ją parę łezek by poleciało. 

Król lew

Absolutny hit i wyciskacz łez od małego. Istnieje opinia, że ludzie którzy nie płakali na Królu lwie, nie mają serca. No kto jest w stanie się oprzeć małemu Simbie, który próbuje podnieść tatę. Animacja stała się symbolem lat 90. i każde dziecko musiało obejrzeć przynajmniej raz obejrzeć (ja miałam włączone powtarzanie). Jeżeli ktoś nie widział to rany boskie ściągajcie z internetu i oglądajcie już teraz!

Jeżeli według was coś pominęłam to czekam na komentarze i dajcie znać co was doprowadza do szlochu. Trzymajcie kciuki za moją maturę i czekajcie na kolejne posty. Buźka!